Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chibi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chibi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 marca 2015

I'm here for you...

Muzyka tu.
Na pytanie, czy kiedykolwiek znudzi mi się Eurowizja i Chibiusa, moja odpowiedź brzmi NIE ;)
_______________________

When you're down, down low
And there's no place you can go
When you're down, down low
You know that I am here for you...

Nie mogłam złapać tchu. Często mi się to zdarzało. Zbyt często. Nie wiedziałam, dlaczego tak się dzieje... Zupełnie jakby moje ciało i świadomość były od siebie oddzielone. W każdym razie, kiedy po raz kolejny zasłabłam na odludziu, wiedziałam że tym razem sama sobie nie poradzę. Byłam słaba. Zbyt słaba, żeby użyć tej mocy, którą miałam w sobie. Była ona jednocześnie dobra i zła. Leczyła, ale i prowadziła do destrukcji. Teraz jednak była bezużyteczna...

Zobaczyłam ją jak upadała. Nikt nie zauważył, albo nie chciał zauważyć. Smuciło mnie to. W Kryształowym Tokio taka rzecz nigdy nie miałaby miejsca. W każdym razie podbiegłam do niej. Miałam wrażenie, jakby składała się z kontrastów. Czarne włosy i blada jak ściana cera. Wyglądała tak krucho że zastanawiałam się, czy jeszcze żyje. Drżącą ręką dotknęłam jej dłoni. Wtedy wydarzyło się coś dziwnego. Zupełniej jakby przeskoczyła po nas jakaś niewidzialna iskra. Nie miałam czasu się nad tym zastanawiać, bo nieznajoma otworzyła oczy...

You came into my life when I was broken
You heated up my heart when it was frozen
And we got the flow, now it's up we go

And now that it's you turn you wanna hide it
A million times already you've denied it
You don't have to fear, you do't have to fight...

Wiedziałam, że mi nie wolno. Wiedziałam, że demony wewnątrz mnie nie pozwolą mi na tą znajomość. Zresztą nie tylko one. Podobnie było z moim ojcem i opiekunką. Miałam wrażenie, że to już jakaś obsesja. Jednak było w niej coś takiego... Coś jasnego, co wprowadziło zamęt w mój uporządkowany świat w ciemnych barwach. Znów zaczęłam widzieć kolory, chciałam wyjść na świat, oddychać... Jednak moje słabe ciało mi nie pozwalało. Było jednak coś, co mi to wynagradzało. Jej obecność. Gdybym tylko umiała wtedy powstrzymać to wszystko...

Tajemnica. Chyba właśnie to mnie w niej ciekawiło najbardziej. Smutek. To najczęściej w niej widziałam. Było też coś innego. Mrok. Chyba przed tym mnie ostrzegali wszyscy. Jednak nadzieja w jej oczach powodowała, że coraz bardziej do niej lgnęłam. Skąd mogłam wiedzieć, że nie jest tylko sobą? Że jej słabość spowodowana była czymś innym? Jednak po raz pierwszy w życiu miałam przyjaciółkę. I postanowiłam o nią walczyć aż do końca...

Everybody else sees in black and white
You look at wrong and make it right
Can I open your eyes?

To, co się wydarzyło, zmieniło mnie na zawsze. Pomogło mi dokonać słusznych wyborów. Kiedy okazało się, że muszę wybrać pomiędzy sobą a nią, już wiedziałam, że nie mogę postąpić inaczej. W głębi duszy zawsze wiedziałam, że te demony ie są moje. Moja moc miała inne podłoże. Świadomość o tym wiedziała, ciało zaś poddało się czemuś zupełnie innemu. Wiedziałam, że każdy mój wybór ja skrzywdzi, jednak nie miałam wyjścia. Ona również musiała być twarda. Jej życie w zamian za moje. Cóż, taki los był od zawsze wpisany w moje życie. Nie bałam się. Wiedziałam, że zawsze będziemy razem. Mimo wszystko...

When you're down, down low
Sinking in the undertow
When you're down, down low
You know that I am here for you...



niedziela, 21 grudnia 2014

Interview with... 3

Pytanie jak zwykle: O kogo chodzi?

Żeby nie było zbyt łatwo proszę o podanie dwóch dowolnych imion tej postaci z moich innych opowiadań ;)

Mała podpowiedź w etykietach ;)
_______________

Kim jestem?

Córką swojej matki i jej niemal dokładną kopią. Różnią nas tylko bardzo małe szczegóły.

Skąd się wzięłam?

Stąd, skąd biorą się inne dzieci ;)

Ile mam lat?

Na pewno więcej niż określa to mój wygląd. Nie będę jednak wchodziła w szczegóły...

Skąd jestem?

No właśnie. To pytanie zawsze wymagało skomplikowanych odpowiedzi. Umówmy się, że lubię podróżować ;)

Jakie jest moje imię?

Domyślcie się. W domu nazywają mnie inaczej, niż mam na imię, a tam, dokąd się kiedyś udałam je zdrobnili.

Jaką mam moc?

Tego sama do końca nie wiem. Chyba jeszcze się do końca nie ukształtowała. Jednak mam nadzieję, że będzie choćby zbliżona do mocy mamy.

Gdzie można mnie spotkać?

Ciężko powiedzieć. Raz jestem tu, a raz tam... Już mówiłam, że dużo podróżuję :)

Czy mam rodzinę?

Oczywiście. Szkoda tylko, że jestem jedynaczką...

Czy kiedykolwiek mnie kusiło, żeby złamać zasady?

Uczę się od najlepszych. A najlepsi je łamią...

Czy kiedykolwiek byłam zakochana?

Poprawka, ja jestem zakochana. Ze wzajemnością. Tak jak kiedyś mama... Cóż, historia zakazanych miłości lubi się powtarzać...

Jakie jest moje największe marzenie?

Kiedy w końcu dorosnę, chcę być jak mama. Ale mam jeszcze jedno. Nie chciałabym stracić tego, co przeżyłam w dzieciństwie...


poniedziałek, 15 września 2014

My rising sun

Van, z góry przepraszam, jeżeli podkradłam Twój pomysł na to ;)

Muzyka jak zwykle tutaj.
______________________________

Been looking at the sky
Wishing on a star
Waiting for a brand new start

Living on the edge
Closer to the crime
Cross the line a step at a time...

Musiałam to zrobić. Musiałam im pomóc...

Długo ją obserwowałam. Widziałam każdą jej walkę, każde zwycięstwo. Podziwiałam jej determinację. Wiedziałam jednak, że w walce, którą musi stoczyć będzie sama. Nikomu nie będzie mogła d koca zaufać, po kolei straci wszystkich, na których jej zależy. Zbyt dobrze znałam przebieg tej historii. Pozostało tylko pytanie: jak najprościej do niej dotrzeć i przekonać?

Wtedy wpadłam na pomysł. Genialny pomysł. Przecież mogę tam iść jako dziecko. Nie jako lekko podrośnięta dziewczynka tak, jak Chibiusa, ale jako berbeć, który nie opanował jeszcze sztuki konwersacji. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. W sumie miałam do dyspozycji oczy i szeroki uśmiech. Ale wszystko zadziałało jak trzeba. A nawet jeszcze lepiej...

Keep looking up ahead
Riding like a wind
Open up your heart,let me in

My life is on a string
When I see your smile
Our love will last a thousand miles...

Zjawiła się dokładnie wtedy, kiedy jej najbardziej potrzebowałam/ Ta tęsknota i dojmujące poczucie straty... Była wtedy przy mnie. Mimo, że nic nie umiała powiedzieć, to swoim wzrokiem i tym słodkim uśmiechem nie dopuszczała, żebym się załamała.

Po kolei odchodzili. Wszyscy przyjaciele, Chibiusa... Ona jednak trwała. Nie miałam pojęcia, skąd w tak małej istotce, tak wielka moc. Dokładnie wiedziała, kiedy i co ma zrobić. Kiedy trzeba było mnie westprzeć robiła to, kiedy trzeba było mnie zostawić, żebym zrozumiała, ona również to robiła. Jej siła była mą siłą. Jej nadzieja moją... Była dla mnie jak promyk wschodzącego słońca w bezksiężycową noc...

Shine into my darkness
Shine into the night, my rising sun
Drive away the madness
Can you be a masterpiece of love
Sending out a message out above
Telling all the world to show some love
No one's gone bring me down, bring me down
You are my rising sun...


piątek, 15 sierpnia 2014

How to be a Preety Guardian?

Taka jakby kontynuacja Lullaby i Moon Carillon :) Mam nadzieję, że Chibiusa was nie znudziła (jeszcze), bo muszę się przyznać, że właśnie ona jest jedną z tych postaci, które lubię (tak, jak ESC również, może dziwna jestem, ale cóż...).

Tradycyjnie muzyka tu. Playlistę uaktualnię wkrótce :)
_____________________________________________

Stała na balkonie. W ręce trzymała złotą broszkę z różowym sercem. Czekała na nią. Musiały porozmawiać. Musiała w krótkim czasie wytłumaczyć swojej córce, jak być wojowniczką...

Say no, let go, keep your breath, as the anger flows
I know, you know, words can hurts, you'll regret them though
So say, you'll be there when the words are done
Don't give in your pride
Keep calm and think twice...

Patrzyła na swoją córkę z rosnącym niepokojem. Odkąd tylko dostała do rąk broszkę zachowywała się dziwnie. Jak nie ona. Zastanowiła się. A może ona już coś na ten temat wie? Popatrzyła w jej oczy. Widziała tam strach. No tak, mogła się tego spodziewać. Wzięła ją za rękę i zapytała:
- Wiesz, ja też nie wiedziałam, jak to jest być wojowniczką.
- Naprawdę? Ale przecież... - Mała Dama wlepiła w nią swoje miedziane oczy.
- Kiedy pierwszy raz spotkałaś Sailor Moon, ona już była trochę doświadczona. Pokonała już przecież jednego poważnego wroga. Wiedziała, jak ma walczyć i to robiła, choć muszę przyznać, że nie ułatwiałaś jej tego zadania...
Policzki Małej Damy przybrały intensywny kolor buraczków.
- Ja... ja nie chciałam. Ja tylko... - Zaczęła Chibiusa, lecz królowa jej przerwała.
- Przecież wiem. Zapomniałaś już, że to ja z przeszłości?
- Nie. - Mała Dama wpatrywała się coraz bardziej w rodzicielkę. - A opowiesz mi jak to jest być...
-... Piękną Wojowniczką o miłość i sprawiedliwość? - widząc niecierpliwe oczekiwanie w oczach córki uśmiechnęła się i powiedziała: - Oczywiście. Musimy się cofnąć wstecz. Do mojego pierwszego spotkania z Luną...

Say no, let go, night will fade and the day will glow
I know, you know, that the moring is brighter so
So say, you'll be there when the words are done
Don't give in your pride
Let go and don't cry...

Serenity uśmiechnęła się do wspomnień. Po chwili jednak Mała Dama zapytała:
- Jak to się zaczęło?
Królowa westchnęła i po chwili odpowiedziała:
- Jeżeli spodziewasz się fajerwerków i fanfarów, to niestety, muszę Cię rozczarować. Zaczęło się upełnie zwyczajnie. Jak zwykle pędziłam spóźniona do szkoły. Tym razem jednak potknęłam się o coś. Okazało się, że to czarny kot. Był śliczny. Na czole miał przyklejone plastry. Kiedy je zdjęłam...
- Kot przemówił! - Mała Dama krzyknęła podekscytowana.
- Nie. Zaczął mi się przypatrywać. Nie miałam jednak czasu na nic, bo musiałam pędzić do szkoły. Przemówił dopiero później. Spałam w najlepsze, kiedy potraktował mnie pazurami. Powiedział, że nazywa się Luna i że mnie szukała. Aha, no i że jestem wybraną wojowniczką. Kompletnie mnie to nie obeszło i spałam dalej. Wtedy jednak Luna postanowiła podarować mi pewien drobiazg. Była to moje pierwsza broszka przemiany. Wyobraź sobie jak mocno byłam zaskoczona, kiedy stałam przed lustrem w marynarskim mundurku,a w uszach słyszałam wołanie o pomoc. Cóż było robić, musiałam tam pobiec. W końcu chodziło tu o Naru, wtedy moją najlepszą przyjaciółkę.
- Więc pobiegłaś i pokonałaś wroga, tak? - na buzi Chibiusy pojawiły się wypieki.
- No właśnie nie do końca. Właśnie w ten sposób dochodzimy do tej części historii, która jest w tym wszystkim najważniejsza...

Wait a tick tiny tick, you'll regret it
Just wanna say it right
Wait a tick tiny tick, you'll forget it
I want to let it out
Anything isn't it you want to get it
Maybe tomorrow, will be late to get by...

Oczy Małej Damy błyszczały. Nie mogła się doczekać dalszej części opowieści. Serenity patrzyła na nią z uwagą. Wiedziała, że za chwilę jej córka zostanie sprowadzona na ziemię. Westchnęła i kontynuowała opowieść.
- Bałam się. Wtedy jeszcze walczyłam sama. Dopiero później poznałam resztę dziewczyn. Kompletnie nie wiedziałam co mam robić. Byłam tym wszystkim zaskoczona, Luna zresztą też. Janie umiałam wtedy walczyć. Panikowałam i płakałam. Chciałam do domu. Dopiero człowiek,którego dobrze znasz, pomógł mi zwyciężyć i pokonać wroga.
- Tuxedo... Tata - wymamrotała Chibiusa. - Ale kiedy byłam w przeszłości, ty umiałaś już nie tylko walczyć, ale też bronić innych. Mnie...
- Mała Damo, musisz pamiętać, że już wtedy pokonałam swojego pierwszego wroga. Nie byłam już tamtą Usagi, która traktowała to wszystko jak zabawę, jak grę komputerową, którą można w każdej chwili wyłączyć. Już wtedy zdawałam sobie sprawę z wielu zagrożeń, pułapek, które przygotował wróg. Teraz Twoja kolej. Musisz się nauczyć, jak być wojowniczką. Jak podchodzić z chłodną głową podchodzić do obrony bliskich osób. Bardzo Ci się to przyda.
- Mamo, ale jak dałaś sobie radę z tym wszystkim? Przecież Twoja moc...
- Mała Damo, podejrzewam, że niedługo spotkasz Wojowniczkę z Księżyca silniejszą niż dotąd. Zapamiętaj to. A teraz idź spać. Jutro czeka Cię początek wielkiej przygody...

Została na tarasie sama. Wiedziała, że nie może jej wszystkiego powiedzieć. Wiedziała jednak, że sprosta zadaniu. Nagle sama zatęskniła za tamtymi czasami. Znów chciała poczuć tą adrenalinę, którą dawały jej słowa: Potęgo Księżyca! Przemień mnie!...

Free your mind from the doubts that are tickling
Free your heart and let the peace enlighten your feelings
Sun will rise and the light will be clearing
The tides of the night
Keep calm and think twice...



piątek, 18 lipca 2014

Save your kisses for me

Jak to mówią z braku laku i kit dobry... Jakoś nie mam chwilowo weny do tasiemca, więc trochę sypnę jednorazówkami ;)

Motyw przewodni tu :)
___________________________________________

Though it hurts to go away
It's impossible to stay
But there's one thing I must say before I go
I love You - you know
I'll be thinking of You in most everything I do
Now the time is moving on
And I really should be gone
But You keep me hanging on for one more smile
I love You - all the while
With your cute little way
Will You promise that you'll save your...

Pożegnania z nią były bardzo trudne. Patrzyła na mnie tymi swoimi wielkimi oczami, jakby pytała, dlaczego muszę iść. Starałam się jej to jakoś wytłumaczyć, ale co tak małe dziecko jest w stanie zrozumieć? Serce wyrywało się w jej kierunku, bardzo chciałam z nią zostać, jednak obowiązki mnie wzywały. Już i tak za długo zrzucałam je wszystkie na barki kogoś innego. Ona cały czas patrzyła. Wsadziła palec do buzi i patrzyła. Westchnęłam. To mnie przerastało. Wiedziałam, że będzie miała najlepszą opiekę, jaką jej byłam w stanie zapewnić, ale to nie było to samo, co spędzanie całych dni z nią. Odwróciłam się i poszłam w kierunku wyjścia z jej pokoiku. Jak najszybciej, jak najdalej... Im szybciej zrobię to, co mam do zrobienia,tym szybciej do niej wrócę. Nie oglądałam się za siebie. Nie mogłam dać się złamać. Już miałam wyjść z pokoju, kiedy do moich uszu dotarł jej cichy płacz...

That I've got to work each day
And that's why I go away
But I count the seconds till I'm home with You
I love You - it's true
You're so cute honey - gee
Won't You save them up for me - your... 

Nie mogłam, po  prostu nie mogłam. W jednej chwili byłam przy niej. Otarłam palcem jej wielkie jak grochy łzy i mocno ją przytuliłam. Zostawienie jej było ponad moje siły, ale w końcu musiało to nastąpić. Rei prawie siłą odciągnęła mnie od niej i wyprowadziła na zewnątrz pokoju. Znów słyszałam jej płacz. Spuściłam głowę. Byłam beznadziejną matką. Żadnego wychowania, tylko rozpieszczanie... Do swoich obowiązków szłam prowadzona jak na ścięcie. Po drodze minęłam Setsunę i Hotaru. Właśnie one miały się nią zająć. Widziałam, że starsza z nich coś niesie. Ze zdumieniem odkryłam, że to Luna - P. Setsuna lekko się uśmiechnęła, szepnęła cicho "na biurku" i poszła dalej. Jakie było moje zdumienie, kiedy zobaczyłam miniaturkę zabawki mojego dziecka. Po chwili widziałam ją. Wreszcie wiedziałam, dlaczego ta zabawka powstała...

Pędziłam do niej jak na skrzydłach. Każdy, kto mnie widział, uśmiechał się pod nosem. Gnałam przez pałac na złamanie karku. Kiedy w końcu wzięłam ją w ramiona, poczułam na twarzy jej mokre pocałunki, a wśród nich słowo, które chciałam słyszeć ciągle:
- Mama!

Kisses for me
Save all your kisses for me
Bye bye baby bye bye
Don't cry honey don't cry
Gonna walk out the door
But I'll soon be back for more

Kisses for me
Save all your kisses for me
So long honey so long
Hang on baby hang on
Don't you dare me to stay
Cause you know
You've got to save your

Kisses for me
Save all your kisses for me
Bye bye baby bye bye
Don't cry honey don't cry
Won't You save them for me
Even though you're only three...

 

środa, 30 kwietnia 2014

Interview with...

Kim jestem?
Jestem iskrą, małym światełkiem, które zjawia się wtedy, kiedy mnie potrzebujesz.

Skąd jestem?
Nie umiem tego określić. Może spomiędzy wymiarów, a może z głębi Twojej duszy...

Ile mam lat?
Odpowiedź na to pytanie może Cię zaskoczyć. Nie da się precyzyjnie określić mojego wieku. Faktem jest to, że zjawiłam się jeszcze zanim ten świat się ukształtował. Mój obecny kształt spowodowany jest kwestiami czysto praktycznymi. Łatwiej mi uwierzyć i zaufać.

Skąd się wzięłam?
Żeby to opisać muszę wrócić do początku. Najpierw była myśl, chęć stworzenia czegoś. Później pojawił się czyn i zapał. Nastało stworzenie. Jednak Twórca nie był z tego zadowolony. Było wiele niedociągnięć. Nie mógł jednak zacząć od nowa, ani nic zmieniać. Wtedy pojawiłam się ja i zrobiłam dokładnie to, co musiałam.

Czy moja obecna postać jest ostateczna?
Nie. Mogę przybierać różne formy. Czasem jestem bliską Ci osobą, a czasem po prostu cichym głosikiem w Twojej głowie. To jak mnie widzisz zależy wyłącznie od Ciebie.

Czy kiedykolwiek odejdę?
Możesz mi wierzyć, że tylko na Twoje wyraźne życzenie. Jednak zrobię to jako ostatnia. Mimo to nadal będę blisko. Nikt się mnie jeszcze na stałe nie pozbył, bo zostałam stworzona jako część Ciebie. Jeżeli nie istniejesz, ja również. Ale jeżeli istniejesz, gdzieś na dnie serca zawsze jestem ja.

Jaką mam właściwie moc?
Hmmm... Zastanówmy się. Daję Ci siłę do walki, ocieram łzy, sprawiam, że mimo wszystko ten szary świat ma barwy. Jestem Twoją siłą, tą niezłomną. Przywracam Ci wiarę w ludzi i nie tylko. Może zabrzmi to dziwnie, ale moją moc tworzysz właśnie Ty. Nikt inny. Tylko Ty.

Jakie jest moje imię?
Jakie sobie tylko wymyślisz. Mogę być po prostu Nadzieją, a mogę być równie dobrze Chibi Chibi. Decyzja odnośnie mojego imienia zależy wyłącznie od Ciebie.

Gdzie jestem teraz?
Przy Tobie. Nigdzie indziej. Dopóki bije Twoje serce jestem na jego dnie i czuwam, byś nigdy nie zwątpił w siebie. Wsłuchaj się w mój głos. Czasem jest cichutki, a czasem wręcz krzyczę.

Czy kiedykolwiek kogoś opuściłam?
Ot tak sobie? Nigdy. Nie odpuszczam aż do końca. Może i wyglądam czasem na aniołka, ale...

___________________________________________

Takie cóś mi nie dawało ostatnio spokoju. Może nie jest to klasyczne opowiadanie, ale... No i powrót do korzeni, czyli pisanie od obrazek ;)

Mam nadzieję, że się podoba :)

czwartek, 20 lutego 2014

Over the rainbow

Somewhere over the rainbow 
Way up high 
There's a land that I heard of 
Once in a lullaby

Tak, nie wyrosłam jeszcze z kołysanek. Byłam ukochaną córeczką mamusi i tatusia. Teraz jednak wszystko miało się zmienić. Mama miała urodzić kolejne dziecko. Podobno miałam mieć braciszka. Właściwie nie miałam do tej pory styczności z chłopcami. Nawet nie umiałam sobie tego wyobrazić. A wyobraźnię miałam dużą. Często odpływałam w świat marzeń, z którego musiano mnie wyciągać siłą. A że jestem uparta... Cóż to inna sprawa.


Somewhere over the rainbow 
Skies are blue 
And the dreams that you dare to dream 
Yes they do, really do come true 

Tego wieczora siedziałam na parapecie i wpatrywałam się w księżyc. Nie wiem nawet ile czasu to trwało. W każdym razie wyobrażałam sobie, że jestem księżniczką i właśnie tam mieszkam. W radio cicho grała moja ulubiona piosenka... Zamknęłam oczy. Obudziłam się rano w swoim łóżku. Tato miał taką minę, jakby chciał mnie jednocześni ukarać jak i przytulić. Po śniadaniu powiedział mi, że mam brata. Jeszcze dzisiaj go zobaczę. W wieku czterech lat zostałam starszą siostrą.

Someday I'll wish upon a star 
And wake up where 
The clouds are far behind me 
Where troubles melt like lemon drops 
Away above the chimney top 
That's where you'll find me 

Stałam z bukietem czerwonych róż na środku szpitalnego korytarza. Tata gdzieś poszedł, a ja nie wiedziałam, co robić. W końcu zaczęłam chodzić od drzwi do drzwi. Albo sale były puste, albo nie było z kim gadać. W końcu doszłam do sali na końcu korytarza. Siedział w niej chłopiec, kilka lat ode mnie starszy i cichutko płakał. Podeszłam do niego i poprosiłam, żeby nie płakał. On zaś powiedział, że jego przyjaciel odchodzi, a nie ma dla niego żadnego prezentu. Niewiele myśląc dałam mu jedną różę. Otarł łzy i podziękował mi. Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale zawołał mnie tata. Poszłam z nim i zobaczyłam mamę, która trzymała w rękach coś, co wierciło się i głośno krzyczało. To podobno był mój brat. Nie rozumiałam, jak można zachwycać się taką czerwoną i pomarszczoną szkaradą. Kiedy tylko mogłam od razu pobiegłam do tego chłopca. Niestety, nie było go... Został mi tylko jego obraz. Zachowałam go i marzyłam dalej o księżniczce z księżyca i jej księciu o twarzy nieznajomego chłopca...

Somewhere over the rainbow 
Bluebirds fly, hoah 
Birds fly over the rainbow 
Why, oh why, can't I 

If happy little bluebirds fly 
Above the rainbow 
Why, oh why, can't I 



czwartek, 30 stycznia 2014

A new friend

Zagadka rozwiązana! Chodziło o Minako i Artemisa. Gratulacje dla Vanji. Z trzech postaci, które wybrałaś, o dwóch już napisałam (choć przypuszczam, że coś o nich jeszcze będzie). Opowiadanie będzie zatem o Mako, choć na nie jeszcze chwilę trzeba będzie poczekać (planuję je na 14 luty). Póki co takie "cóś".
______________________________________________________

Tego dnia Księżycowy pałac był pełen gości. Księżniczka Serenity obchodziła swe trzecie urodziny. Zewsząd napływali goście. Oczywiście sama solenizantka bawiła się razem z przyjaciółkami. Teraz właśnie w chowanego w całym pałacu. Królowa uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła promienny uśmiech swojej córeczki. W niebieskich oczach można było zauważyć radość. Chyba zauważyła ją, bo natychmiast podbiegła.
- Mamusia! - krzyknęła mała przytulając się i jednocześnie odbijając dwie czekoladowe łapki na śnieżnobiałej sukni matki.
- Moja malutka... - wyszeptała drżącym głosem królowa przytulając ją. Spojrzała na zegar wiszący w holu.  - Chyba już czas na kąpiel.
Po tych słowach przekazała zarówno Serenity, jak i cztery pozostałe dziewczynki opiekunkom. Sama wróciła witać gości. Przybyli oni z różnych planet i galaktyk. Byli oczywiście władcy ziemi wraz z pięcioletnim Endymionem. Musiała przyznać, że jak na swój wiek był bardzo poważny i przystojny. Zmierzwiła mu czuprynę i poszła zobaczyć co dzieje się w salonie. Na stołach podano wszystkie typowo księżycowe potrawy, Napoje również się chłodziły. Cały salon był przyozdobiony kwiatami, które Serenity uwielbiała. Na stole od oknem piętrzyły się prezenty. Tort w kształcie półksiężyca miał wjechać zaraz po pojawieniu się księżniczki. Rozejrzała się dookoła. Chyba wszystko gotowe. Drzwi się otworzyły i do pomieszczenia weszli goście.
Chwilę potem opiekunka przyprowadziła Serenity oraz Ami, Rei, Mako i Minako. Księżniczka ubrana była w białą sukienkę i uczesana w koczki tak podobne do jej uczesania. Na czole skrzył się jeszcze półksiężyc, mina również daleka była od uśmiechu. Królowa przypuszczała, że jak zwykle poszło jej o coś z opiekunką. Podeszła do niej i włożyła na głowę wianek z kwiatków.
- Nie złość się kochanie, - powiedziała do niej szeptem. - Dziś czeka cię niespodzianka. - powiedziała, po czym zaprowadziła ją do salonu. Na widok gości i prezentów oczy Serenity rozszerzyły się do niebotycznych rozmiarów. Po chwili do salonu wwieziono tort, na którym płonęły trzy świeczki. Kiedy je zdmuchnęła wszyscy wykrzyknęli: WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO SERENITY!

Spóźniła się. Nie mogła wejść na przyjęcie. Widziała przez okno, jak bawią się i dzieci i dorośli. Zawiniątko pod jej peleryną poruszyło się. Nie miała wyjścia. Musiała jakoś dostarczyć prezent. Wślizgnęła się niezauważenie i po cichu pobiegła wprost do sypialni księżniczki. Widząc jej śnieżnobiałe łóżko, postanowiła dorzucić coś od siebie. Po małym upiększeniu zostawiła na coś na poduszce. Jeszcze tylko raz rzuciła okiem na swoje dzieło, po czym udała się w podróż powrotną.

Serenity była zmęczona. Ziewnęła szeroko, po czym zaczęła się rozglądać za opiekunką. Nie mogła jej znaleźć. Miała więc dwa wyjścia: albo zasnąć na krześle przy stole, albo dojść samodzielnie do sypialni. Rzuciła jeszcze okiem na towarzystwo, po czym ruszyła. Schody i korytarze zdawały się nie mieć końca. W końcu dostrzegła znajome drzwi. Stanęła na palcach i otworzyła drzwi. Kiedy weszła do pokoiku na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Jej łóżko było przyozdobione kolorowymi poduszkami, a nad nim był równie kolorowy baldachim. Z poduszki zaś zerkała na nią para oczu.
- Kotek? - zapytała księżniczka, po czym podeszła do zwierzaka.
- Nazywam się Luna - odpowiedział kot dalej się w nią wpatrując.
- Kotek mówi? Fajnie! - wykrzyknęła Serenity, po czym zamknęła Lunę w uścisku. Po chwili jednak zmęczenie wzięło górę i księżniczka zasnęła.

Królowa niespokojnie podążała od pokoju do pokoju. Nikt nie wiedział, gdzie jest księżniczka. Nie chcąc siać paniki wśród gości, dyskretnie ulotniła się z salonu. Była teraz przed drzwiami do sypialni córki. Drżącą ręką otworzyła je. Widok, jaki tam zastała, szybko wywołał uśmiech na jej twarzy. A więc Salior Mau jednak się pojawiła. Podeszła do odmienionego łóżka córeczki. Mała zasnęła w sukience, ale za to z radosnym uśmiechem na twarzy. Obok niej zaś równie mocno spał czarny kociak z półksiężycem na czole. Delikatnie przykryła Serenity, po czy skierowała się do wyjścia. Zanim zamknęła drzwi szepnęła:
- Dobranoc córeczko. Kolorowych snów.


sobota, 25 stycznia 2014

Light of Hope

- To beznadziejne. - Mała Dama z impetem zamknęła podręcznik do matematyki.
- Beznadziejne mówisz? - obok niej pojawiła się goszcząca z wizytą w Kryształowym Pałacu Księżniczka Kakyuu. Spojrzała na podręcznik i naburmuszoną minę Chibiusy. - Dlaczego mówisz, że to jest beznadziejne?
- Bo ja... nic z tego nie rozumiem - bąkała różowowłosa.
- To może poproś kogoś, żeby ci wytłumaczył... Może Ami? - delikatnie zasugerowała władczyni Planety Pachnących Oliwek.
- Ale czy ona zechce? - nieśmiało bąkała Mała Dama.
- Jak nie zapytasz, to się nie dowiesz.

- Ona jest do niej bardzo podobna. - Powiedział Seyia do Królowej Serenity. - Czy masz pewność, że to nie ona?
- No wiesz? Oczywiście, że mam. To jest Chibiusa, a tamta nazywała się Chibi Chibi. Nie pamiętasz już? - zapytała Serenity wymierzając mu sójkę w bok.
- Pamiętam Króliczku - powiedział masując miejsce pod lewym żebrem. - Ale to podobieństwo...
- Ty! Ja już nie jestem "króliczkiem" mimo, że nadal tak wyglądam - syknęła blondynka rozglądając się dookoła. Na szczęście w pobliżu nikogo nie było.
- Oj tam. Wracając do tematu... - nie dokończył, gdyż przerwał mu cios w podbródek.
- Seyia! Ile razy mam ci powtarzać? Jestem pewna. Koniec i kropka. - Królowa z wściekłą miną ruszyła pędem do pałacu. Z oddali krzyknęła jeszcze: - Uszy się myje a nie wietrzy!

Goście z Kimnoku wyruszyli w podróż powrotną. Oczywiście pożegnaniom nie było końca, brakowało tylko Ami i Małej Damy, ale Kakyuu usprawiedliwiła je. Skoro Ami tłumaczyła coś jej córce, to mogła przymknąć oko na obowiązki dworskie Chibiusy. Siedziała w salonie popijając ciepłą herbatę, kiedy nagle weszła Mała Dama. Miała minę, która zwiastowała jej szereg pytań. Tym razem padło tylko jedno.
- Mamusiu, kto to był promyk nadziei?
- Skąd o nim wiesz? - zapytała córkę zaskoczona Serenity.
- Księżniczka Kakyuu mi o nim wspomniała, kiedy powiedziałam, że matematyka jest beznadziejna.
Serenity uśmiechnęła się, biorąc córkę na kolana.
- To wydarzyło się jeszcze w XX wieku. Rozpoznawałyśmy nowego wroga - Galaxię. W pewnym momencie, kiedy walka wydawała się przegrana pojawiła się ona. Spadła z nieba. Była do ciebie bardzo podobna, miał tylko ciemniejsze włoski czesane w koczki o kształcie serduszek i błękitne oczy. Nikt nie wiedział jak się nazywa, ani jak ma na imię. Przez pewien czas podejrzewano nawet, że to moja domniemana druga córka. Okazało się, że wystąpiła w roli mojej młodszej "siostry". Fakt jest faktem, jej nie dało się nie lubić. Wystarczało, że spojrzała na kogoś tym swoim niebieskim spojrzeniem. tego uczucia nie da się opisać. Wymawiała tylko słowo "chibi", stąd wzięło się jej imię - Chibi Chibi. W krytycznych momentach walki właśnie ona dawała mi siłę i nadzieję. Był moment, kiedy walka była przegrana - moje Gwiezdne Ziarno zostało zniszczone. Wtedy się przebudziła. Można powiedzieć, że ona sama wygrała tą bitwę moimi rękoma.
- A jaki ma to związek z księżniczką? - Mała Dama patrzyła uważnie na matkę.
- Własnie ona jej pomogła, kiedy Kakyuu trafiła na ziemię. Ukryła ją w bezpiecznym miejscu, a kiedy wydobrzała na tyle, że mogła stanąć na nogach i podjąć walkę, przyprowadziła ją.
- Wiesz kim ona była?
- Oczywiście. Była i jest Gwiezdnym Ziarnem samej Galaxii.
- Chciałabym ją kiedyś spotkać.
- Kogo? Nadzieję? - Serenity uśmiechnęła się i zwichrzyła czuprynę córce. - Kochanie, masz ją w sercu. Kiedy tylko masz poczucie totalnej beznadziei, ona zapala malutkie światełko, które nie pozwala ci zwątpić. A jeżeli chodzi o Chibi Chibi? Kto wie... Może kiedyś jeszcze powróci...


poniedziałek, 6 stycznia 2014

Moon Carillon

Z dedykacją dla Sereny

Znalazła to! Wreszcie znalazła! Mała Dama wyszła ze swojej komnaty i pędem pobiegła do saloniku. Usiadła na kanapie i otworzyła wieczko. Lubiła wsłuchiwać się w dźwięki wydawane przez małą pozytywkę w kształcie gwiazdy. Było w niej coś smutnego, ale również napełniającego nadzieją.
Królowa Serenity przechodziła właśnie koło saloniku. Do jej uszu dotarła dawno niesłyszana melodia. Przystanęła i zasłuchała się. Jakby telepatycznie ściągnęła Endymiona, który delikatnie ją objął.
- Pozytywka. Ale skąd? Przecież kiedy... - Serenity popatrzyła w oczy swojemu mężowi.
- Może wejdźmy do saloniku i zobaczmy skąd ta melodia. - Endymion złapał ją za rękę i delikatnie pociągnął wgłąb pomieszczenia. Zastali tam swoją córkę, która zasnęła słuchając melodii. Na stoliku leżała złota gwiazda, w której obracał się złoty księżyc wokół czerwonego środka. Królowa wzięła ją do ręki i zamknęła wieczko.
- Nasza pozytywka... -wyszeptała. W tym samym momencie obudziła się Mała Dama.
- Skąd to masz córeczko? - delikatnie zapytał Endymion.
- Dostałam - wybąkała Chibiusa.
- Od kogo ją dostałaś kochanie? - Serenity wzięła ją na kolana i przytuliła.
- Od Usagi, kiedy wracałam tu ostatnim razem. Czy mogę ją zatrzymać? - Mała Dama niepewnie zerknęła w oczy matki.
- A chcesz poznać jej historię? - zapytał Endymion.
- Tak Tatusiu - jej miedziane oczy rozszerzyły się do niebotycznych rozmiarów, a na buzi wykwitły rumieńce. Endymion popatrzył w oczy Serenity, która wydała nieme przyzwolenie.
- Działo się to bardzo dawno temu w miejscu zwanym Srebrnym Milenium. Było ono na księżycu. Mieszkała tam księżniczka Serenity. Zakochał się w niej ziemski książę Endymion. Z wzajemnością. Niestety, ich miłość była zakazana. Mimo to spotykali się. Ostatni raz na wielkim balu. Nieświadoma zagrożenia Serenity dała tą pozytywkę Endymionowi, po czym oboje postanowili, że nic ich nigdy nie rozdzieli. Pocałowali się. Niestety, ich pocałunek brutalnie przerwał atak królowej Beryl. Całe królestwo zostało zniszczone. Serenity i Endymion zginęli trzymając się za ręce.
- To smutne tatusiu - po policzkach Małej Damy spływały łzy. Królowa starła je białą chusteczką.
- Tak,córeczko, to smutne, ale jak wiesz zawsze po smutku przychodzi radość. - Królowa podjęła opowieść. - Kiedy Królowa Selene zobaczyła skutki bitwy użyła Srebrnego Kryształu. Serenity, Endymion i pozostali odrodzili się w XX wieku na ziemi. Królowa widząc miłość ukochanej córki do ziemskiego księcia zrobiła wszystko, aby umożliwić im przyszły związek. I rzeczywiście tak się stało. Usagi i Mamoru poznali się i zakochali się w sobie. Wróg jednak czuwał. Królowa Beryl postanowiła zrobić wszystko, aby znów ich rozdzielić. I prawie jej się to udało. Wtedy Mamoru niby przypadkiem upuścił tą pozytywkę. Jej melodia dodawała sił i nadziei Sailor Moon zarówno w bitwie z Metalią, jak też później - czy to po utracie pamięci przez Mamoru, lub po ich zerwaniu. To już musisz pamiętać. - Królowa rozwichrzyła jej włosy.
- Tak. Pamiętam. Usagi wtedy często ją otwierała, a w oczach miała łzy. Przestała po tym, jak się pogodzili.  - Mała Dama wodziła wzrokiem po rodzicach.
Serenity uśmiechnęła się.
- To co, mogę ją zatrzymać? Proszę... - Chibiusa patrzyła błagalnie.
- Czy ja wiem... Ona może się jeszcze jej przydać... - Serenity popatrzyła znacząco na Endymiona.
- Zaufajmy jej. Przecież i tak wiesz co się stanie - Endymion wymamrotał to wprost do jej ucha.
- No dobrze. Możesz ją zatrzymać. Mam też dla Ciebie niespodziankę, Mała Damo - Serenity przerwała wybuch radości swojej córki. - Jutro ruszasz na trening do XX wieku.
- Na trening? Jako wojowniczka? - pytała podekscytowana Mała Dama.
- Tak, jako wojowniczka. - Królowa wręczyła córce broszkę w kształcie różowego serca. - Ale najpierw marsz do łóżka.
- Już idę! Dobranoc! - po pożegnalnym całusie od rodziców Mała Dama pobiegła do swojej komnaty. Godzinę później Serenity ponownie usłyszała dźwięki pozytywki. Weszła do sypialni swojej córki. Zastała ją w głębokim śnie z uśmiechem na ustach. Delikatnie pocałowała ją w czoło, zamknęła wieczko pozytywki i cichutko wyszła.



poniedziałek, 30 grudnia 2013

Something... Stupid?

Nadszedł wreszcie ten najbardziej wyczekiwany dla niej dzień. Nie spała całą noc. No może pół. W każdym razie spała mało. Była podekscytowana, co w jej przypadku uchodziło zawsze za niemożliwe. Najbardziej opanowana, ta, która albo miała coś mądrego do powiedzenia, albo siedziała z boku. Zawsze torpedowała zapędy przyjaciółek, zwłaszcza kiedy te skakały sobie do gardeł. W myślach słyszała dźwięk weselnych dzwonów. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Salę dekorowały Usagi i Minako,co napełniało ją lekkim przerażeniem, zwłaszcza, że przygotowały niespodziankę; cateringiem i kwiatami zajęła się Mako, a o oprawę muzyczną miała zadbać Rei. Wszystko zmierzało do szczęśliwego końca. Nagle ni z gruszki, ni z pietruszki pojawiła się ona. Jak zwykle miała buzię upapraną słodyczami. No ale w końcu była jeszcze dzieckiem. Ami posadziła ją przy stole i dała kartkę i kredki. Włączyła radio i zaczęła się szykować. Poza nią i Chibi Chibi nie było w domu nikogo. Włożyła już bieliznę, zrobiła makijaż i ułożyła fryzurę. Zaczęła sprawdzać typowe rzeczy dla panny młodej:
– Coś nowego. Jest suknia. Coś starego. Medalion mamy. Coś pożyczonego. Kolczyki od Usagi. Coś niebieskiego... – wciągnęła na nogę podwiązkę w kolorze niebieskim. W tym samym momencie Chibi Chibi zaczęła podśpiewywać wraz z radiem
– Coś głupiego, coś głupiego...
Dziwnym trafem do świadomości zamyślonej Ami dotarły te właśnie słowa. Początkowo nie zwróciła na nie uwagi, włożyła suknię, buty, złapała za rękę Chibi Chibi i ruszyła do parku, gdzie zaplanowano ceremonię. Kiedy zaczęła się szykować do samej ceremonii podeszła do niej Usagi. Obeszła ją dookoła. Kiedy zerknęła na tył sukni przyjaciółki zaczęła się śmiać. Były do niej przylepione taśmą klejącą koślawe motylki we wszystkich kolorach tęczy. Ami początkowo nie zrozumiała o co chodzi przyjaciółce. Dopiero kiedy zobaczyła wszystkie oderwane od sukni „ozdoby” zaczęły do niej docierać słowa promyka nadziei.
– Coś głupiego... – po tych słowach zaczęła się radośnie śmiać.
Atmosfera w tym dniu była bardzo radosna. Każda z dziewczyn w pamiątkowym albumie ze zdjęciami znalazła jednego motylka z sukni panny młodej, dla której stały się one najcenniejszą pamiątką i wspomnieniem z tamtego dnia.

A Chibi Chibi? Obserwowała wszystko z pewnego oddalenia od ziemi z szerokim uśmiechem. Nie wiedziała jeszcze kiedy i w jakiej postaci, ale wiedziała jedno – kiedyś wróci do nich. Tym razem na zawsze.


środa, 25 grudnia 2013

Lullaby

Był piękny wieczór. Zachodzące słońce odbijało się od ścian Kryształowego Pałacu, tworząc miły nastrój wewnątrz. Endymion wraz z Serenity stai przed komnatą Małej Damy. Patrzył w przepełnione smutkiem oczy swojej ukochanej, nie mówił nic, tylko ją tulił. Bardzo przeżywała wydarzenie z dzisiejszego poobiedniego spaceru. Ich ukochana córka wykrzyczała swoją złość, kiedy upadła i nikt nie chciał jej podnieść. Serenity postanowiła usamodzielnić małą Usagi. Ta z kolei w złości wykrzyczała to, czego jej matka nigdy nie spodziewała się usłyszeć. Były to dwa słowa: „Nienawidzę Cię!” Mimo, że wiedziała, że dokładnie znała przebieg wypadków, bardzo ją to zabolało. Jeszcze bardziej bolało ją to, że kiedy chciała ją pocałować na dobranoc, Mała Dama uciekła w najdalszy kąt swojej komnaty. Wiedział, że teraz żadne słowa nie ukoją jej żalu. Serenity spuściła głowę iw milczeniu udała się do ich sypialni. Endymion postanowił porozmawiać z córką. Cichutko zapukał i otworzył drzwi. Mała Dama siedziała na łóżku i trzymała w objęciach Lunę P. Podszedł do niej, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, jego córka podniosła swoje zapłakane oczy koloru miedzi i cichutko powiedziała:
– Hotaru się śmiała ze mnie dzisiaj.
– Dlaczego się śmiała? – zapytał Endymion w duchu obiecując sobie, że następnego dnia porozmawia poważnie z wojowniczką z Saturna.
– Zapytała się mnie czy wiem skąd się wzięło moje imię, a ja nie wiedziałam. Potem zapytała czy wiem, kim była Sailor Moon. Też tego nie wiedziałam. – żaliła się Mała Dama.
Endymion przytulił córkę, po czym zaczął mówić:
– Dawno temu, w XX wieku, żyła na ziemi Pewna dziewczyna. Miała na imię Usagi. Była zwykłą dziewczynką, dopóki na jej drodze nie pojawił się czarny kot. Luna, bo tak kot miał na imię, podarował jej broszkę, dzięki której mogła przemienić się w wojowniczkę znaną jako Sailor Moon. Po jakimś czasie dołączyły do niej inne dziewczyny, które wspierały ją swoją mocą. Na początku Nie bardzo radziła sobie w walce, nie miała zbyt dużej mocy. Jednak dzięki jej determinacji wróg za każdym razem ponosił wielkie straty. Miała do wykonania misję – odnaleźć księżniczkę oraz srebrny kryształ. Pewnego dnia okazało się, że to właśnie ona jest ową księżniczką – księżniczką Serenity, a Srebrny Kryształ jest jej własnością. Niestety, zarówno pierwszy, jak i kolejni wrogowie postawili sobie za cel jedno – zdobycie go. Żadnemu się ta sztuka nie udała, a sam Kryształ miał coraz większą moc, która uczyniła jego właścicielkę niezwyciężoną.
Mała Dama przysłuchiwała się temu wszystkiemu z otwartą buzią. Kiedy Endymion skończył mówić niepewnie wyjąkała:
– Sailor Moon to moja mama?
– Tak – potwierdził Endymion.
– A Usagi to była Sailor Moon! Czyli mam imię po mamie! – na twarzy dziewczynki wykwitł szeroki uśmiech. Po chwili jednak zgasł. – Czy mama bardzo się na mnie gniewa?
– Mała Damo, twojej mamie zrobiło się bardzo przykro, ale ani teraz, ani nigdy wcześniej się na Ciebie nie gniewała – król pocieszył swoją córkę. – Będzie jej bardzo miło, jak jutro ją przeprosisz za swoje zachowanie.
– Przeproszę! – wykrzyknęła uradowana Usagi, po czym położyła się do łóżka. Tuż przed zaśnięciem jeszcze cichutko powiedziała: – Chciałabym kiedyś spotkać Sailor Moon.
Zanim król zdążył cokolwiek odpowiedzieć,jego córka już spała. Delikatnie pocałował ją w czoło i zgasił światło. Zanim zamknął drzwi, cichutko powiedział:

– Spotkasz ją. Już niedługo.