Trochę spóźniona, ale jest :) Nagroda dla Van :)
_______________________
Podchodząc do Kryształowej Wieży, czułam jej obecność. Tam nie miałam poczucia paniki i słabości. Tak, bałam się. Niestety, ani mama, ani tata nie mogli mnie pocieszyć. Tamte chwile stały się wspomnieniem...
Przez całe swoje życie byłam przygotowywana do tej roli. Królowa. Tak, teraz nią byłam. Odkąd na mojej głowie pojawiła się korona, zostałam wręcz przytłoczona obowiązkami. Niby nic się nie zmieniło: ładnie wyglądaj, uśmiechaj się, machaj do tłumu... Jednak pojawiło się coś jeszcze. Pytania. Natłok nie tylko w mojej głowie, ale i od moich poddanych. Kompletnie nie wiedziałam, jak mam sobie z tym poradzić. Rodzice oraz wojowniczki zakończyli już swoje istnienie... Byłam zdana wyłącznie na swoje umiejętności...
Z natury jestem nieufna. Teraz jednak musiałam zdobyć się na odwagę i zaufać obcym ludziom. Zatrudniłam osoby, które wydały mi się dobre w swoim fachu. Po pierwszych niepewnych miesiącach zdobyli moje zaufanie. Teraz znów miałam przyjaciół. Jednak cały czas brakowało mi kogoś, kto mnie wysłucha i będzie dla mnie opoką...
Pewnego dnia go zobaczyłam. Od razu go rozpoznałam. Tamto dziecięce uczucie nie wygasło. On z kolei zdawał się mnie nie rozpoznawać. Jego wzrok był pełen sympatii, lecz równocześnie był całkowicie obojętny. Moje nadzieje gasły. Wtedy przypomniała mi się historia moich rodziców. On też musieli o siebie walczyć. Ja postanowiłam zrobić to samo...
Sytuacja wydawała się beznadziejna. Nie wiedziałam jak ma się do tego zabrać. Kochałam go, ale on nie odwzajemniał moich uczuć. Chciałam jakoś do niego dotrzeć, ale... Do mojego serca wdarła się rozpacz. Znów byłam tamtą małą dziewczynką... I wtedy pojawiły się sny. Wróciły do mnie tamte piękne chwile. Wlały w moje serce nadzieję. Teraz czekałam. Na sny i na niego... W końcu się pojawił.
Tłumaczył, dlaczego. Starał się wytworzyć dystans. Nie udało mu się. Musiał pogodzić się z nieuniknionym. W jego oczach znów ujrzałam tamto uczucie. Ja nie byłam już dzieckiem, on z kolei nie miał już tak ważnej pozycji w Elisionie. Odkąd Złoty i Srebrny Kryształ się połączyły, nie był im potrzebny strażnik. Teraz nic nie stało nam na przeszkodzie...
Mijały lata. Urodziłam dwoje dzieci, w tym dziedziczkę tronu. Dawały mi ogromną siłę do działań. W galaktyce panował pokój. Wiedziałam, że mama byłaby ze mnie dumna. Przekazałam też swojej córce wszystko, co wiedziałam o Wieży. Muszę powiedzieć, że tam mała złotooka istota, bardzo przypominała mi Usagi. Tą Usagi, która poznałam, kiedy się przeniosłam w czasie. Przez pewien czas miałam wrażenie, że się odrodziła, jednak kiedy podchodziłam do Wieży, wciąż słyszałam jej głos.
Dotknęłam szklanej powierzchni wieży. Zamknęłam oczy i wypowiedziałam ciche słowa modlitwy. Kiedy je otworzyłam, zobaczyłam dwie dobrze znajome mi pary oczu. Uśmiechali się. Po chwili zniknęli. Ja zaś usłyszałam ciche,jak tchnienie wiatru: Jesteśmy z Ciebie dumni, Chibiuso...
Labels
- Anime
- Chibi
- Crystal Tokio
- Dalsze losy
- In character
- Inne
- Konkursy
- Manga
- Silver Millenium
- Songfic
- Spin off
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą In character. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą In character. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 15 marca 2015
sobota, 7 lutego 2015
Interview with... 4
Zanim kolejne opko, wyniki ostatniego konkursu.
Odpowiedź to oczywiście Beryl i Nehelenia.
Wygrywa Van. Jako nagroda pełna dowolność ;)
_________________________________________
Kim jestem?
Wojowniczką. Moja moc przewyższa każdą inną w całej galaktyce. Jestem również strażniczką każdego istnienia, które się w niej znajduje.
Skąd się wzięłam?
Dokładnie nie wiem. Prawdopodobnie jestem skutkiem myśli Nowej Królowej Serenity, która chciała, żeby w całej galaktyce zapanował pokój. I jak widać jej prośba została wysłuchana...
Ile mam lat?
Nie wiem. Tutaj czas płynie inaczej. Nawet nie wiem, czy od chwili mojego pojawienia się upłynął miesiąc, czy też rok...
Skąd jestem?
Stąd. I Stamtąd. Umówmy się, że z tej galaktyki. Tak będzie łatwiej.
Jakie jest moje imię?
W sumie nie wiadomo. Nazywają mnie wieczną wojowniczką lub strażniczką. Ja w głębi ducha czuję się częścią Usagi.
Jaką mam moc?
Nieskończoną. Większą niż wszystkie wojowniczki razem wzięte. W końcu moje zadanie to ich ochrona.
Gdzie można mnie spotkać?
Gdzieś w galaktyce. Nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie gdzie ;)
Czy mam rodzinę?
Hmmm...
Czy kiedykolwiek mnie kusiło, żeby złamać zasady?
Czy kusiło? Owszem. Czy złamałam? Nie, nigdy.
Czy kiedykolwiek byłam zakochana?
A ktoś może mi łaskawie powiedzieć w kim?
Jakie jest moje największe marzenie?
Odpowiedź to oczywiście Beryl i Nehelenia.
Wygrywa Van. Jako nagroda pełna dowolność ;)
_________________________________________
Kim jestem?
Wojowniczką. Moja moc przewyższa każdą inną w całej galaktyce. Jestem również strażniczką każdego istnienia, które się w niej znajduje.
Skąd się wzięłam?
Dokładnie nie wiem. Prawdopodobnie jestem skutkiem myśli Nowej Królowej Serenity, która chciała, żeby w całej galaktyce zapanował pokój. I jak widać jej prośba została wysłuchana...
Ile mam lat?
Nie wiem. Tutaj czas płynie inaczej. Nawet nie wiem, czy od chwili mojego pojawienia się upłynął miesiąc, czy też rok...
Skąd jestem?
Stąd. I Stamtąd. Umówmy się, że z tej galaktyki. Tak będzie łatwiej.
Jakie jest moje imię?
W sumie nie wiadomo. Nazywają mnie wieczną wojowniczką lub strażniczką. Ja w głębi ducha czuję się częścią Usagi.
Jaką mam moc?
Nieskończoną. Większą niż wszystkie wojowniczki razem wzięte. W końcu moje zadanie to ich ochrona.
Gdzie można mnie spotkać?
Gdzieś w galaktyce. Nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie gdzie ;)
Czy mam rodzinę?
Hmmm...
Czy kiedykolwiek mnie kusiło, żeby złamać zasady?
Czy kusiło? Owszem. Czy złamałam? Nie, nigdy.
Czy kiedykolwiek byłam zakochana?
A ktoś może mi łaskawie powiedzieć w kim?
Jakie jest moje największe marzenie?
niedziela, 21 grudnia 2014
Interview with... 3
Pytanie jak zwykle: O kogo chodzi?
Żeby nie było zbyt łatwo proszę o podanie dwóch dowolnych imion tej postaci z moich innych opowiadań ;)
Mała podpowiedź w etykietach ;)
_______________
Kim jestem?
Córką swojej matki i jej niemal dokładną kopią. Różnią nas tylko bardzo małe szczegóły.
Skąd się wzięłam?
Stąd, skąd biorą się inne dzieci ;)
Ile mam lat?
Na pewno więcej niż określa to mój wygląd. Nie będę jednak wchodziła w szczegóły...
Skąd jestem?
No właśnie. To pytanie zawsze wymagało skomplikowanych odpowiedzi. Umówmy się, że lubię podróżować ;)
Jakie jest moje imię?
Domyślcie się. W domu nazywają mnie inaczej, niż mam na imię, a tam, dokąd się kiedyś udałam je zdrobnili.
Jaką mam moc?
Tego sama do końca nie wiem. Chyba jeszcze się do końca nie ukształtowała. Jednak mam nadzieję, że będzie choćby zbliżona do mocy mamy.
Gdzie można mnie spotkać?
Ciężko powiedzieć. Raz jestem tu, a raz tam... Już mówiłam, że dużo podróżuję :)
Czy mam rodzinę?
Oczywiście. Szkoda tylko, że jestem jedynaczką...
Czy kiedykolwiek mnie kusiło, żeby złamać zasady?
Uczę się od najlepszych. A najlepsi je łamią...
Czy kiedykolwiek byłam zakochana?
Poprawka, ja jestem zakochana. Ze wzajemnością. Tak jak kiedyś mama... Cóż, historia zakazanych miłości lubi się powtarzać...
Jakie jest moje największe marzenie?
Żeby nie było zbyt łatwo proszę o podanie dwóch dowolnych imion tej postaci z moich innych opowiadań ;)
Mała podpowiedź w etykietach ;)
_______________
Kim jestem?
Córką swojej matki i jej niemal dokładną kopią. Różnią nas tylko bardzo małe szczegóły.
Skąd się wzięłam?
Stąd, skąd biorą się inne dzieci ;)
Ile mam lat?
Na pewno więcej niż określa to mój wygląd. Nie będę jednak wchodziła w szczegóły...
Skąd jestem?
No właśnie. To pytanie zawsze wymagało skomplikowanych odpowiedzi. Umówmy się, że lubię podróżować ;)
Jakie jest moje imię?
Domyślcie się. W domu nazywają mnie inaczej, niż mam na imię, a tam, dokąd się kiedyś udałam je zdrobnili.
Jaką mam moc?
Tego sama do końca nie wiem. Chyba jeszcze się do końca nie ukształtowała. Jednak mam nadzieję, że będzie choćby zbliżona do mocy mamy.
Gdzie można mnie spotkać?
Ciężko powiedzieć. Raz jestem tu, a raz tam... Już mówiłam, że dużo podróżuję :)
Czy mam rodzinę?
Oczywiście. Szkoda tylko, że jestem jedynaczką...
Czy kiedykolwiek mnie kusiło, żeby złamać zasady?
Uczę się od najlepszych. A najlepsi je łamią...
Czy kiedykolwiek byłam zakochana?
Poprawka, ja jestem zakochana. Ze wzajemnością. Tak jak kiedyś mama... Cóż, historia zakazanych miłości lubi się powtarzać...
Jakie jest moje największe marzenie?
Kiedy w końcu dorosnę, chcę być jak mama. Ale mam jeszcze jedno. Nie chciałabym stracić tego, co przeżyłam w dzieciństwie...
niedziela, 30 listopada 2014
Angel
Muzyka tu.
_____________________
When you look into my eyes
World becomes a better place
And you know deep inside
Love is talking all the space
Baby I love you... and you?
Od jakiegoś czasu widziałem we śnie te same oczy. Przypatrywały się mi uważnie. Bardzo uważnie. Miały w sobie coś takiego, co nie pozwalało mi odwrócić wzroku. Byłem jak uwięziony...
Oczom towarzyszył słodki zapach. Róże. Tak, byłem tego pewien. Nawet bardziej niż tego, jak mam właściwie na imię...
Jej głos był cichy. Subtelny i miękki jak jedwab. Przypominał mi coś z odległej przeszłości. Sam nie wiedziałem, co. Kiedy tylko wyciągałem rękę w jej kierunku, ona rozpływała się we mgle...
Chciałem coś do niej powiedzieć, ale wyraz jej oczu skutecznie sznurował mi usta. Ona mówiła, ja mogłem tylko słuchać...
When you look into my eyes
Sun is touching mountain top
When you look into my eyes
It will never have to stop
Baby I love you... and you?
Długo to trwało. Te sny nawiedzały mnie każdej nocy. Zawsze miały ten sam przebieg. Jej oczy, zapach, głos...
Chciałem zobaczyć coś więcej. Chciałem jej dotknąć, porozmawiać, zapytać... Niestety, zawsze, kiedy wyciągałem w jej kierunku rękę, ona się rozpływała. Zawsze żegnała mnie tym smutnym wzrokiem...
Kiedyś pomyślałem, że być może śni mi się anioł. Z tym przeświadczeniem jak co wieczór zamknąłem oczy...
Wreszcie ją ujrzałem. Była piękna. Eteryczna i ulotna jak to skrzydlate stworzenie, o którym pomyślałem. Jednocześnie była tak realna, że pomyślałem, że być może kiedyś ją na prawdę widziałem... Pamięć zaczęła mi powoli wracać...
Z oddali wracały głosy, zdarzenia, osoby i miejsca. W końcu coś o sobie wiedziałem. Byłem jednak cały czas sam. Na końcu zobaczyłem dwie dziewczyny. Jedna, ta z mojego snu i druga, ta uczennica, którą ciągle gdzieś spotykałem. To nie mógł być przypadek. Wtedy też przypomniałem sobie dwa imiona, które są ze sobą złączone na zawsze. Moje i jej. Endymion i Serenity...
We are birds
We fly so high and we falling down
When I dream of you
My dream is so fearless
We are people of the planet
We live human lives
We are angels, we're in danger
We are crystal white...
Crystal white...
_____________________
When you look into my eyes
World becomes a better place
And you know deep inside
Love is talking all the space
Baby I love you... and you?
Od jakiegoś czasu widziałem we śnie te same oczy. Przypatrywały się mi uważnie. Bardzo uważnie. Miały w sobie coś takiego, co nie pozwalało mi odwrócić wzroku. Byłem jak uwięziony...
Oczom towarzyszył słodki zapach. Róże. Tak, byłem tego pewien. Nawet bardziej niż tego, jak mam właściwie na imię...
Jej głos był cichy. Subtelny i miękki jak jedwab. Przypominał mi coś z odległej przeszłości. Sam nie wiedziałem, co. Kiedy tylko wyciągałem rękę w jej kierunku, ona rozpływała się we mgle...
Chciałem coś do niej powiedzieć, ale wyraz jej oczu skutecznie sznurował mi usta. Ona mówiła, ja mogłem tylko słuchać...
When you look into my eyes
Sun is touching mountain top
When you look into my eyes
It will never have to stop
Baby I love you... and you?
Długo to trwało. Te sny nawiedzały mnie każdej nocy. Zawsze miały ten sam przebieg. Jej oczy, zapach, głos...
Chciałem zobaczyć coś więcej. Chciałem jej dotknąć, porozmawiać, zapytać... Niestety, zawsze, kiedy wyciągałem w jej kierunku rękę, ona się rozpływała. Zawsze żegnała mnie tym smutnym wzrokiem...
Kiedyś pomyślałem, że być może śni mi się anioł. Z tym przeświadczeniem jak co wieczór zamknąłem oczy...
Wreszcie ją ujrzałem. Była piękna. Eteryczna i ulotna jak to skrzydlate stworzenie, o którym pomyślałem. Jednocześnie była tak realna, że pomyślałem, że być może kiedyś ją na prawdę widziałem... Pamięć zaczęła mi powoli wracać...
Z oddali wracały głosy, zdarzenia, osoby i miejsca. W końcu coś o sobie wiedziałem. Byłem jednak cały czas sam. Na końcu zobaczyłem dwie dziewczyny. Jedna, ta z mojego snu i druga, ta uczennica, którą ciągle gdzieś spotykałem. To nie mógł być przypadek. Wtedy też przypomniałem sobie dwa imiona, które są ze sobą złączone na zawsze. Moje i jej. Endymion i Serenity...
We are birds
We fly so high and we falling down
When I dream of you
My dream is so fearless
We are people of the planet
We live human lives
We are angels, we're in danger
We are crystal white...
Crystal white...
środa, 19 listopada 2014
Suicide is painless
Tak mnie jakoś dzisiaj naszło... Muzyka tu.
_____________________
Suicide is painless
It brings on many changes
And I can take or leave it
If I please...
Czym jest rozpacz?
Ona nie znała tego pojęcia aż do pewnej pamiętnej nocy. Była księżniczką. Ukochaną córką swojej matki. Zawsze uśmiechnięta, zawsze gotowa nieść pomoc. Nie znała smaku zła. Nigdy nie musiała walczyć o swoje zdanie. Po prostu była. Owszem, słyszała o takim uczuciu, jednak miała świadomość, że poznanie go jest mało prawdopodobne. Co innego miłość...
Jej smak znała od początku swojego życia. Kochała i była kochana. Miała przecież matkę i przyjaciół. Nigdy nie zastanawiała się nad jej fizyczną stroną. Po prostu przyjmowała ją taką, jaką była. Nic mniej i nic więcej. Jednak pewnego dnia wszystko się zmieniło...
Kiedy tylko zobaczyła jego oczy, jego postać, wiedziała, że on jest dla niej stworzony. Zresztą jak się okazało on też poczuł to samo. Długo nie chciała się przed sobą przyznać, że to, co poczuła to miłość. Nie mogła się dłużej oszukiwać. Motyle latał jej w brzuchu na dźwięk jego imienia. Patrząc na ziemię widziała jego oczy. W powiewie wiatru słyszała jego głos. Niecierpliwie wyczekiwała chwili, kiedy go znów zobaczy...
Nigdy nie była wtajemniczana w plany obrony. Nic nie wiedziała o wrogach. Nie umiała się bronić. Była bardzo łatwym celem. Zwłaszcza, kiedy była sama. Właśnie wtedy ją dopadła. Patrzyła przerażona, jak tamta kobieta podnosi miecz. Jednak nie poczuła nic. Żadnego bólu. Zamiast tego widziała ukochane oczy, w których gasł blask życia.
Wreszcie to poczuła. Ten nieskończony żal. Dookoła niej leżały ciała bliskich jej osób. Chciała być blisko nich. Dogonić ich w wędrówce, która ich rozdzieliła. Nie myślała, że to będzie aż tak bolało. Każdy ruch, każde spojrzenie, było nieskończoną męką. Widziała pełne satysfakcji oczy tamtej kobiety. Ona jednak wśród tej rozpaczy miała coś jeszcze. Nadzieję...
Wystarczyło jedno pchnięcie, jeden krótki ból. Nagle poczuła się lekka. Miała wrażenie, że spada w przepaść, jednak wiedziała, że tam w dole stoi on z wyciągniętymi w jej stronę ramionami i czeka...
_____________________
Suicide is painless
It brings on many changes
And I can take or leave it
If I please...
Czym jest rozpacz?
Ona nie znała tego pojęcia aż do pewnej pamiętnej nocy. Była księżniczką. Ukochaną córką swojej matki. Zawsze uśmiechnięta, zawsze gotowa nieść pomoc. Nie znała smaku zła. Nigdy nie musiała walczyć o swoje zdanie. Po prostu była. Owszem, słyszała o takim uczuciu, jednak miała świadomość, że poznanie go jest mało prawdopodobne. Co innego miłość...
Jej smak znała od początku swojego życia. Kochała i była kochana. Miała przecież matkę i przyjaciół. Nigdy nie zastanawiała się nad jej fizyczną stroną. Po prostu przyjmowała ją taką, jaką była. Nic mniej i nic więcej. Jednak pewnego dnia wszystko się zmieniło...
Kiedy tylko zobaczyła jego oczy, jego postać, wiedziała, że on jest dla niej stworzony. Zresztą jak się okazało on też poczuł to samo. Długo nie chciała się przed sobą przyznać, że to, co poczuła to miłość. Nie mogła się dłużej oszukiwać. Motyle latał jej w brzuchu na dźwięk jego imienia. Patrząc na ziemię widziała jego oczy. W powiewie wiatru słyszała jego głos. Niecierpliwie wyczekiwała chwili, kiedy go znów zobaczy...
Nigdy nie była wtajemniczana w plany obrony. Nic nie wiedziała o wrogach. Nie umiała się bronić. Była bardzo łatwym celem. Zwłaszcza, kiedy była sama. Właśnie wtedy ją dopadła. Patrzyła przerażona, jak tamta kobieta podnosi miecz. Jednak nie poczuła nic. Żadnego bólu. Zamiast tego widziała ukochane oczy, w których gasł blask życia.
Wreszcie to poczuła. Ten nieskończony żal. Dookoła niej leżały ciała bliskich jej osób. Chciała być blisko nich. Dogonić ich w wędrówce, która ich rozdzieliła. Nie myślała, że to będzie aż tak bolało. Każdy ruch, każde spojrzenie, było nieskończoną męką. Widziała pełne satysfakcji oczy tamtej kobiety. Ona jednak wśród tej rozpaczy miała coś jeszcze. Nadzieję...
Wystarczyło jedno pchnięcie, jeden krótki ból. Nagle poczuła się lekka. Miała wrażenie, że spada w przepaść, jednak wiedziała, że tam w dole stoi on z wyciągniętymi w jej stronę ramionami i czeka...
sobota, 8 listopada 2014
I'll be with you...
Nagroda dla Marty :)
Muzyka tu :)
Z góry przepraszam za ewentualny chaos i kiepską (w moim subiektywnym odczuciu) fabułę...
_____________________
Ty
Przed Tobą świat
Za Tobą ja
A za mną już nic...
Ta historia miała swój początek przed wiekami. W odległych czasach były sobie dwa królestwa. Były one ściśle ze sobą związane, ale... Była też jedna sprawa, która rozdzieliła je na wiele lat.
Mieli wspólnego wroga. Królowa, która władała Srebrnym globem za wszelką cenę chciała utrzymać pokój w całej galaktyce. Natomiast król ziemi nigdy nie odmawiał schronienia potrzebującym. Królowa nie była w stanie tego zaakceptować. Postanowiła zerwać więź łączącą te dwa królestwa. Mieszkańcy księżyca i ziemi nie mogli się w żaden sposób ze sobą kontaktować. Groziła za to śmierć. Jednak był wyjątek...
Księżniczka, zwana Serenity zakochała się. I to nie w byle kim. jej wybrankiem był książę ziemi, Endymion. On zresztą też ją pokochał. Wbrew zakazom i wiszącymi nad nimi konsekwencjami, postanowili być razem. Długo utrzymywali tą zażyłość w tajemnicy. Jednak jak to zwykle bywa, splot nieprzewidzianych zdarzeń sprawił, że prawda wyszła na jaw. Próbowano ich rozdzielić, bezskutecznie. Ich miłość była ogromna. Wytrzymała wszystko, nawet śmierć i próbę czasu. Długą próbę czasu...
Ona zawsze marzyła o takiej miłości. Patrzyła na swoich rodziców i zazdrościła im. W końcu była już nastolatką. Nie chciała znać tego uczucia tylko z opowiadań, chciała go doświadczyć na własnej skórze. Niestety, podobnie jak jej matka w tym samym wieku, była dość dobrze strzeżona. Nigdzie nie mogła ruszyć się bez swojego "ogona", składającego się z czterech wojowniczek. Fakt, były jej bliskie jak siostry, ale... Czegoś jednak brakowało. Tego czegoś, co zachęcało ją do szczerej rozmowy na wszystkie tematy. W końcu postanowiła zadziałać na własną rękę.
Udała się tam, gdzie szczęście znaleźli jej rodzice. Stała właśnie przed imponującą bryłą Księżycowego pałacu, kiedy poczuła na sobie czyjś wzrok. rozejrzała się dookoła, ale nikogo nie ujrzała. Chciała zrobić krok w kierunku pałacu, kiedy usłyszał czyjś głos:
Zapytaj jej. Tylko matka może Ci powiedzieć całą prawdę o miłości. A tu jej nie znajdziesz...
Nie wiedziała jak ma wrócić do domu. Nogi odmawiały współpracy, stała tam jak wmurowana. Po policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy. Bała się. Takiej paniki nie czuła chyba nigdy. Chciała wrócić, ale nie mogła. W myślach wołała matkę, która się jednak nie pojawiała...
Nie miała pojęcia jak dużo czasu minęło. Panika powoli przerodziła się w rezygnację. Jednak, kiedy zamierzała powiedzieć na głos, że się poddaje, poczuła, jak unosi się w powietrzu. Pod sobą widziała swoje ciało, które nadal stało w tej samej pozycji. Otoczył ją obłok oraz zapach kwiatów. Nie umiała określić ich rodzaju. Nagle wszystko zaczęło się zmieniać. Zobaczyła urywki z życia swojej matki. Kiedy widziała, jak poświęca siebie, kiedy jej ukochany zginął z jej oczu popłynęły łzy. śmiała się razem z nią i płakała. Widziała chwile szczęścia i smutku...
Usłyszała głos, który bardzo dobrze znała. Ten, sam, który utulał jej płacz. Głos jej matki, która do niej mówiła: Rozejrzyj się dookoła. Miłość, której tak rozpaczliwie szukasz jest na wyciągnięcie ręki, pamiętasz? Przypomnij sobie Chibiuso...
Chibiusa. Tak, może i była Małą Damą, następczynią tronu, ale wciąż była przecież tą dziewczynką, która kiedyś wyruszyła do przeszłości po ratunek dla matki. Zmieniła przyszłość, to było jasne, ale tamte wspomnienia zostały. o chwili przypomniała sobie oczy wszystkich, którzy byli jej bliscy, Zwłaszcza tą jedną parę oczu. Oczu człowieka, który kiedyś sprawił, że mogła marzyć. Człowieka, który w jednym z trudniejszych okresów jej życia uczynił najpiękniejszym. Widziała go tuż przed sobą. Wyciągał do niej rękę. Bez wahania chwyciła ją...
Otuliły ją ciepłe ramiona. Owionął ją znajomy zapach. Otworzyła oczy. Obejmowali ją rodzice, ludzie, którzy pokazali jej do czego prowadzi miłość. Nie musiała nic mówić. Wiedzieli. Popatrzyła niżej.Wśród wojowniczek wyłuskała te oczy. Jeszcze raz popatrzyła na twarze rodziców. w ich oczach wyczytała zgodę. Jej uśmiech zaś rozbłysł niczym słońce...
Muzyka tu :)
Z góry przepraszam za ewentualny chaos i kiepską (w moim subiektywnym odczuciu) fabułę...
_____________________
Ty
Przed Tobą świat
Za Tobą ja
A za mną już nic...
Ta historia miała swój początek przed wiekami. W odległych czasach były sobie dwa królestwa. Były one ściśle ze sobą związane, ale... Była też jedna sprawa, która rozdzieliła je na wiele lat.
Mieli wspólnego wroga. Królowa, która władała Srebrnym globem za wszelką cenę chciała utrzymać pokój w całej galaktyce. Natomiast król ziemi nigdy nie odmawiał schronienia potrzebującym. Królowa nie była w stanie tego zaakceptować. Postanowiła zerwać więź łączącą te dwa królestwa. Mieszkańcy księżyca i ziemi nie mogli się w żaden sposób ze sobą kontaktować. Groziła za to śmierć. Jednak był wyjątek...
Księżniczka, zwana Serenity zakochała się. I to nie w byle kim. jej wybrankiem był książę ziemi, Endymion. On zresztą też ją pokochał. Wbrew zakazom i wiszącymi nad nimi konsekwencjami, postanowili być razem. Długo utrzymywali tą zażyłość w tajemnicy. Jednak jak to zwykle bywa, splot nieprzewidzianych zdarzeń sprawił, że prawda wyszła na jaw. Próbowano ich rozdzielić, bezskutecznie. Ich miłość była ogromna. Wytrzymała wszystko, nawet śmierć i próbę czasu. Długą próbę czasu...
Ona zawsze marzyła o takiej miłości. Patrzyła na swoich rodziców i zazdrościła im. W końcu była już nastolatką. Nie chciała znać tego uczucia tylko z opowiadań, chciała go doświadczyć na własnej skórze. Niestety, podobnie jak jej matka w tym samym wieku, była dość dobrze strzeżona. Nigdzie nie mogła ruszyć się bez swojego "ogona", składającego się z czterech wojowniczek. Fakt, były jej bliskie jak siostry, ale... Czegoś jednak brakowało. Tego czegoś, co zachęcało ją do szczerej rozmowy na wszystkie tematy. W końcu postanowiła zadziałać na własną rękę.
Udała się tam, gdzie szczęście znaleźli jej rodzice. Stała właśnie przed imponującą bryłą Księżycowego pałacu, kiedy poczuła na sobie czyjś wzrok. rozejrzała się dookoła, ale nikogo nie ujrzała. Chciała zrobić krok w kierunku pałacu, kiedy usłyszał czyjś głos:
Zapytaj jej. Tylko matka może Ci powiedzieć całą prawdę o miłości. A tu jej nie znajdziesz...
Nie wiedziała jak ma wrócić do domu. Nogi odmawiały współpracy, stała tam jak wmurowana. Po policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy. Bała się. Takiej paniki nie czuła chyba nigdy. Chciała wrócić, ale nie mogła. W myślach wołała matkę, która się jednak nie pojawiała...
Nie miała pojęcia jak dużo czasu minęło. Panika powoli przerodziła się w rezygnację. Jednak, kiedy zamierzała powiedzieć na głos, że się poddaje, poczuła, jak unosi się w powietrzu. Pod sobą widziała swoje ciało, które nadal stało w tej samej pozycji. Otoczył ją obłok oraz zapach kwiatów. Nie umiała określić ich rodzaju. Nagle wszystko zaczęło się zmieniać. Zobaczyła urywki z życia swojej matki. Kiedy widziała, jak poświęca siebie, kiedy jej ukochany zginął z jej oczu popłynęły łzy. śmiała się razem z nią i płakała. Widziała chwile szczęścia i smutku...
Usłyszała głos, który bardzo dobrze znała. Ten, sam, który utulał jej płacz. Głos jej matki, która do niej mówiła: Rozejrzyj się dookoła. Miłość, której tak rozpaczliwie szukasz jest na wyciągnięcie ręki, pamiętasz? Przypomnij sobie Chibiuso...
Chibiusa. Tak, może i była Małą Damą, następczynią tronu, ale wciąż była przecież tą dziewczynką, która kiedyś wyruszyła do przeszłości po ratunek dla matki. Zmieniła przyszłość, to było jasne, ale tamte wspomnienia zostały. o chwili przypomniała sobie oczy wszystkich, którzy byli jej bliscy, Zwłaszcza tą jedną parę oczu. Oczu człowieka, który kiedyś sprawił, że mogła marzyć. Człowieka, który w jednym z trudniejszych okresów jej życia uczynił najpiękniejszym. Widziała go tuż przed sobą. Wyciągał do niej rękę. Bez wahania chwyciła ją...
Otuliły ją ciepłe ramiona. Owionął ją znajomy zapach. Otworzyła oczy. Obejmowali ją rodzice, ludzie, którzy pokazali jej do czego prowadzi miłość. Nie musiała nic mówić. Wiedzieli. Popatrzyła niżej.Wśród wojowniczek wyłuskała te oczy. Jeszcze raz popatrzyła na twarze rodziców. w ich oczach wyczytała zgodę. Jej uśmiech zaś rozbłysł niczym słońce...
czwartek, 30 października 2014
Luna's third love
Nagroda dla Fanki12 :)
Muzyki tym razem nie ma, jakoś żaden kawałek mi się nie wpasował, więc pisanie pod obrazek, aczkolwiek akcja ściśle powiązana ze 178 odcinkiem starego anime :)
__________________________
Wiedziałam, że tak się to skończy. W końcu trochę już ją znałam. Choć muszę to przyznać. Ja również ponosiłam sporą część winy za to całe zamieszanie...
Zaczęło się całkiem niewinnie. Jak gdyby nigdy nic wylegiwałam się na słoneczku. Fajny był ten murek obok domu Usagi. I zacieniony, i nasłoneczniony. W sam raz dla kota. I jak się okazało dla kameleona... Nie muszę chyba dodawać, że budził on we mnie odrazę. Kiedy się okazało komu uciekł... Cóż w życiu bym nie poszła ani z Seyią, ani tym bardziej z Taikim. Nie to, że ich nie lubiłam. Po prostu wolałam mieć do nich dystans. Już miałam się odwrócić i odejść, kiedy spojrzał na mnie Yaten. Musiałam przyznać, miał w sobie to coś, co skutecznie mnie zahipnotyzowało. Kiedy okazało się, że potrzebują mojej pomocy, bez wahania wskoczyłam w jego wyciągnięte ręce...
Musiałam to przyznać. Był zupełnie inny niż Usagi. Mimo, że musiałam odgrywać zwykłego kota i znosić to wstrętne imię, którym ochrzcił mnie Seyia, byłam nawet zadowolona. Co ja mogłam poradzić na to, że nie lubiłam, kiedy ktoś mnie nie nazywa moim imieniem. Jeszcze "Łysinkę" mamy Usagi jakoś znosiłam, ale to "Czarna"? Nie, nie mogłam się na to zgodzić. Zawsze brały mnie wtedy nerwy, które skutecznie koił Yaten. Kiedyś nawet nazwał mnie swoją rodziną. Bardzo mi się wtedy zrobiło miło. Wiedziałam jednak, że to nie będzie trwało wiecznie...
Minął tydzień. Musiałam choćby dać znak życia. Już po drodze widziałam te plakaty z moimi karykaturami pędzla Usagi. Znaczy, że mnie szukali. Spodziewałam się wymówek. Nawet sceny zazdrości. Zwłaszcza ze strony Artemisa. Ale nie ze strony Minako... Cóż, ona była jego zagorzałą fanatyczką. Wiedziałam, że pisze do niego listy miłosne, których on nie czytał. Ba, nawet ich nie otwierał. Po prostu je wyrzucał. No, ale po moich wyjaśnieniach jakoś to przełknęli. Ustaliliśmy też, że wrócę tam i zbadam sytuację. W koncu dowiadywałam się o nich ciekawych rzeczy...
Tamten dzień również zasługuje na miano pamiętnych. Ta aktoreczka, która również robiła słodkie oczka do Yatena, została zaatakowana przez naszego wroga. Nie wiedziałam co mam zrobić. W końcu najpierw zarysowałam jej oblicze... W końcu postanowiłam zrobić coś, czego nikt się po mnie nie spodziewał. Rzuciłam się na Żelazną Mysz. Muszę przyznać, nie spodziewałam się, że będzie się mnie aż tak bardzo bała... W każdym razie zanim oberwałam wiązka jakiejś mocy, dałam czas dziewczynom...
Pamiętam, że bolało. Później pamiętam jego delikatne dłonie i kojący głos. Zostawił mnie z Artemisem. Jednak ja wiedziałam swoje. Postanowiłam na razie nie dzielić się tą wiedzą z nikim. W końcu Gwiezdne Wojowniczki muszą najpierw same chcieć się ujawnić... W każdym razie moje podejrzenia się potwierdziły. Pozostało tylko pytanie: kim jest ta jego tajemnicza ukochana?
Po tej przygodzie zostało mi już tylko wspomnienie. Jednak to uczucie do niego... Cóż, gdyby nie Artemis i fakt, że jestem kotem, to kto wie?
Muzyki tym razem nie ma, jakoś żaden kawałek mi się nie wpasował, więc pisanie pod obrazek, aczkolwiek akcja ściśle powiązana ze 178 odcinkiem starego anime :)
__________________________
Wiedziałam, że tak się to skończy. W końcu trochę już ją znałam. Choć muszę to przyznać. Ja również ponosiłam sporą część winy za to całe zamieszanie...
Zaczęło się całkiem niewinnie. Jak gdyby nigdy nic wylegiwałam się na słoneczku. Fajny był ten murek obok domu Usagi. I zacieniony, i nasłoneczniony. W sam raz dla kota. I jak się okazało dla kameleona... Nie muszę chyba dodawać, że budził on we mnie odrazę. Kiedy się okazało komu uciekł... Cóż w życiu bym nie poszła ani z Seyią, ani tym bardziej z Taikim. Nie to, że ich nie lubiłam. Po prostu wolałam mieć do nich dystans. Już miałam się odwrócić i odejść, kiedy spojrzał na mnie Yaten. Musiałam przyznać, miał w sobie to coś, co skutecznie mnie zahipnotyzowało. Kiedy okazało się, że potrzebują mojej pomocy, bez wahania wskoczyłam w jego wyciągnięte ręce...
Musiałam to przyznać. Był zupełnie inny niż Usagi. Mimo, że musiałam odgrywać zwykłego kota i znosić to wstrętne imię, którym ochrzcił mnie Seyia, byłam nawet zadowolona. Co ja mogłam poradzić na to, że nie lubiłam, kiedy ktoś mnie nie nazywa moim imieniem. Jeszcze "Łysinkę" mamy Usagi jakoś znosiłam, ale to "Czarna"? Nie, nie mogłam się na to zgodzić. Zawsze brały mnie wtedy nerwy, które skutecznie koił Yaten. Kiedyś nawet nazwał mnie swoją rodziną. Bardzo mi się wtedy zrobiło miło. Wiedziałam jednak, że to nie będzie trwało wiecznie...
Minął tydzień. Musiałam choćby dać znak życia. Już po drodze widziałam te plakaty z moimi karykaturami pędzla Usagi. Znaczy, że mnie szukali. Spodziewałam się wymówek. Nawet sceny zazdrości. Zwłaszcza ze strony Artemisa. Ale nie ze strony Minako... Cóż, ona była jego zagorzałą fanatyczką. Wiedziałam, że pisze do niego listy miłosne, których on nie czytał. Ba, nawet ich nie otwierał. Po prostu je wyrzucał. No, ale po moich wyjaśnieniach jakoś to przełknęli. Ustaliliśmy też, że wrócę tam i zbadam sytuację. W koncu dowiadywałam się o nich ciekawych rzeczy...
Tamten dzień również zasługuje na miano pamiętnych. Ta aktoreczka, która również robiła słodkie oczka do Yatena, została zaatakowana przez naszego wroga. Nie wiedziałam co mam zrobić. W końcu najpierw zarysowałam jej oblicze... W końcu postanowiłam zrobić coś, czego nikt się po mnie nie spodziewał. Rzuciłam się na Żelazną Mysz. Muszę przyznać, nie spodziewałam się, że będzie się mnie aż tak bardzo bała... W każdym razie zanim oberwałam wiązka jakiejś mocy, dałam czas dziewczynom...
Pamiętam, że bolało. Później pamiętam jego delikatne dłonie i kojący głos. Zostawił mnie z Artemisem. Jednak ja wiedziałam swoje. Postanowiłam na razie nie dzielić się tą wiedzą z nikim. W końcu Gwiezdne Wojowniczki muszą najpierw same chcieć się ujawnić... W każdym razie moje podejrzenia się potwierdziły. Pozostało tylko pytanie: kim jest ta jego tajemnicza ukochana?
Po tej przygodzie zostało mi już tylko wspomnienie. Jednak to uczucie do niego... Cóż, gdyby nie Artemis i fakt, że jestem kotem, to kto wie?
poniedziałek, 27 października 2014
I will be waiting for you...
Nagroda dla Sereny.
Muzyka tu.
____________________
Kochany,
Od naszego ostatniego spotkania minęły wieki. Nic nie może ukoić mojej tęsknoty. Zobaczymy się jeszcze? Ja wiem, że nasze uczucie jest zakazane, ale... Przecież sam wiesz. Nie mogę znieść myśli, że my już nigdy...
Pamiętam tamtą noc, kiedy się po raz ostatni spotkaliśmy. Niebo było pełne gwiazd, a nad naszymi głowami jasno świecił księżyc. Pamiętam swój zachwyt. Wtedy po raz pierwszy go zobaczyłam. Zresztą wtedy tych pierwszych razów było znacznie więcej. Jak na przykład nasz pierwszy pocałunek. Nigdy nie zapomnę jego słodyczy...
Jak relikwię przechowuję czerwoną różę, którą mi wtedy podarowałeś. Wciąż czuję jej zapach. Wciąż słyszę nasze obietnice wtedy powiedziane... Czy kiedyś się spełnią?
Patrzę teraz na ziemię przez okno. Mama do tej pory nie wie, dlaczego tak bardzo lubię na nią patrzeć. A ja... Ja widzę wtedy kolor Twoich oczu i wyobrażam sobie, że jesteś obok mnie...
Czekam na jakikolwiek znak od Ciebie, mój Ukochany. Odliczam każdą sekundę, do naszego ponownego spotkania.
__________________________
BTW czy tylko mi się ta muzyka kojarzy z Polsat Dzieciom?
A no i "osiem zapałek" na początku :D
Muzyka tu.
____________________
Oceans apart day after day
And I slowly go insane
I hear your voice on the line
But it doesn't stop the pain
If I see you next to never
How can we say forever...
Kochany,
Od naszego ostatniego spotkania minęły wieki. Nic nie może ukoić mojej tęsknoty. Zobaczymy się jeszcze? Ja wiem, że nasze uczucie jest zakazane, ale... Przecież sam wiesz. Nie mogę znieść myśli, że my już nigdy...
Pamiętam tamtą noc, kiedy się po raz ostatni spotkaliśmy. Niebo było pełne gwiazd, a nad naszymi głowami jasno świecił księżyc. Pamiętam swój zachwyt. Wtedy po raz pierwszy go zobaczyłam. Zresztą wtedy tych pierwszych razów było znacznie więcej. Jak na przykład nasz pierwszy pocałunek. Nigdy nie zapomnę jego słodyczy...
Jak relikwię przechowuję czerwoną różę, którą mi wtedy podarowałeś. Wciąż czuję jej zapach. Wciąż słyszę nasze obietnice wtedy powiedziane... Czy kiedyś się spełnią?
Patrzę teraz na ziemię przez okno. Mama do tej pory nie wie, dlaczego tak bardzo lubię na nią patrzeć. A ja... Ja widzę wtedy kolor Twoich oczu i wyobrażam sobie, że jesteś obok mnie...
Czekam na jakikolwiek znak od Ciebie, mój Ukochany. Odliczam każdą sekundę, do naszego ponownego spotkania.
Twoja na zawsze
Serenity
I took for granted, all the times
That I though would last somehow
I hear your laughter, I taste the tears
But I can't get near you now
Oh, can't you see it baby
You've got me goin' crazy...
Moja jedyna,
Ciągle słyszę Twój śmiech, widzę kolor Twoich oczu, słyszę Twój słodki śpiew... Mówią o tym - miłość. wielka i nieuleczalna. Wiemy też, że niemożliwa...
Nie wolno nam było się spotkać. Wiedziałem o tym od początku. Nie mogłem jednak powstrzymać swojej ciekawości. Wiem, że przeznaczono mi inną na małżonkę, jednak... Wiem, że nie mogę tego zrobić. Coś mnie hamuje. Ciągle w mojej głowie widzę Twoją twarz, nie jej. Chyba właśnie dlatego nie ożenię się z nią...
Kiedy patrzę w niebo, zwłaszcza w jasną tarczę księżyca, często myślę, co by było, gdybyśmy nie byli sobie zakazani. Czy wtedy wszystko potoczyłoby się tak samo? Czy doszłoby do naszych potajemnych spotkań? Chyba nie chcę poznać na te pytania odpowiedzi. Mam nadzieję, że być może nigdy więcej nie będę musiał ich zadawać...
Kiedy jestem w ogrodzie czuję zapach róż. Tych samych, które Ci kiedyś podarowałem. Tych samych, które były niemymi świadkami naszych pocałunków i obietnic. Zarówno tych wypowiedzianych, jak i tych, których nie musieliśmy mówić. Wiem, że właśnie te róże będą już na zawsze symbolem naszego uczucia...
Pamiętaj, gzdiekolwiek nas los nie rzuci i jakkolwiek nami nie pokieruje, ja zawsze będę na ciebie czekał.
Całuję mocno,
Twój Endymion
Wherever you go
Whatever you do
I will be right here waiting for you
Whatever it takes
Or how my heart brakes
I will be right here waiting for you...
BTW czy tylko mi się ta muzyka kojarzy z Polsat Dzieciom?
A no i "osiem zapałek" na początku :D
poniedziałek, 15 września 2014
My rising sun
Van, z góry przepraszam, jeżeli podkradłam Twój pomysł na to ;)
Muzyka jak zwykle tutaj.
______________________________
Been looking at the sky
Wishing on a star
Waiting for a brand new start
Living on the edge
Closer to the crime
Cross the line a step at a time...
Musiałam to zrobić. Musiałam im pomóc...
Długo ją obserwowałam. Widziałam każdą jej walkę, każde zwycięstwo. Podziwiałam jej determinację. Wiedziałam jednak, że w walce, którą musi stoczyć będzie sama. Nikomu nie będzie mogła d koca zaufać, po kolei straci wszystkich, na których jej zależy. Zbyt dobrze znałam przebieg tej historii. Pozostało tylko pytanie: jak najprościej do niej dotrzeć i przekonać?
Wtedy wpadłam na pomysł. Genialny pomysł. Przecież mogę tam iść jako dziecko. Nie jako lekko podrośnięta dziewczynka tak, jak Chibiusa, ale jako berbeć, który nie opanował jeszcze sztuki konwersacji. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. W sumie miałam do dyspozycji oczy i szeroki uśmiech. Ale wszystko zadziałało jak trzeba. A nawet jeszcze lepiej...
Keep looking up ahead
Riding like a wind
Open up your heart,let me in
My life is on a string
When I see your smile
Our love will last a thousand miles...
Zjawiła się dokładnie wtedy, kiedy jej najbardziej potrzebowałam/ Ta tęsknota i dojmujące poczucie straty... Była wtedy przy mnie. Mimo, że nic nie umiała powiedzieć, to swoim wzrokiem i tym słodkim uśmiechem nie dopuszczała, żebym się załamała.
Po kolei odchodzili. Wszyscy przyjaciele, Chibiusa... Ona jednak trwała. Nie miałam pojęcia, skąd w tak małej istotce, tak wielka moc. Dokładnie wiedziała, kiedy i co ma zrobić. Kiedy trzeba było mnie westprzeć robiła to, kiedy trzeba było mnie zostawić, żebym zrozumiała, ona również to robiła. Jej siła była mą siłą. Jej nadzieja moją... Była dla mnie jak promyk wschodzącego słońca w bezksiężycową noc...
Shine into my darkness
Shine into the night, my rising sun
Drive away the madness
Can you be a masterpiece of love
Sending out a message out above
Telling all the world to show some love
No one's gone bring me down, bring me down
You are my rising sun...
sobota, 30 sierpnia 2014
Interview with... 2
Taka mała powtórka z rozrywki, jednak tym razem z inną bohaterką.
Miłej lektury :)
______________________________
Kim jestem?
Jestem strażniczką wszystkiego co się kiedykolwiek wydarzyło i wydarzy. Pod moim władaniem są również wszystkie wymiary.
Skąd się wzięłam?
Z myśli. Moim ojcem jest Chronos. Potrzebował strażnika, który mógł mieć pieczę nad całością. Tak powstał mój wizerunek, w który tchnął życie.
Ile mam lat?
Tyle, na ile wyglądam. Nigdy nikomu nie odpowiem inaczej. Prawda jest taka, że sama nie mogę precyzyjnie określić swojego wieku.
Skąd jestem?
To tajemnica. Tabu, którego nie można wyjawić. Zbyt duże ryzyko się z tym wiąże.
Jakie jest moje imię?
Na ziemi Setsuna. Tam, gdzie jestem teraz zwą mnie Strażniczką lub Sailor Pluto.
Jaką mam moc?
Kolejne tabu. Jednak tu mogę co nieco opowiedzieć. Władam czasem. Jeżeli taka jest moja wola, mogę przenieść w przeszłość lub w przyszłość. Mogę również odesłać do innego wymiaru. Nie wolno mi natomiast zatrzymywać czasu, ani zmieniać biegu historii. :Przepraszam, ale nic więcej nie mogę zdradzić..
Gdzie można mnie spotkać?
Tam, gdzie aktualnie się znajduję. Jeżeli jestem na ziemi, to właśnie tam, jeżeli zaś stoję na posterunku, lepiej żebyś nie wiedział, gdzie to się znajduje. Dla własnego bezpieczeństwa...
Czy mam rodzinę?
Jeżeli się dłużej nad tym zastanowić, to coś na jej kształt stworzyłyśmy z Haruką, Michiru i Hotaru. Jednak zawsze moim przeznaczeniem była samotność...
Czy kiedykolwiek mnie kusiło, żeby złamać zasady?
Nie tylko kusiło. Ja to zrobiłam. Cena była wysoka. Zginęłam...
Czy kiedykolwiek byłam zakochana?
Tak, niestety, bez wzajemności...
Jakie jest moje największe marzenie?
Normalne życie. Takie, na jakie mogą sobie pozwolić pozostałe wojowniczki. Z realnych... Może to, żeby Mała Dama mi w końcu oddała kluczyk, który mi kiedyś zakosiła...
Miłej lektury :)
______________________________
Kim jestem?
Jestem strażniczką wszystkiego co się kiedykolwiek wydarzyło i wydarzy. Pod moim władaniem są również wszystkie wymiary.
Skąd się wzięłam?
Z myśli. Moim ojcem jest Chronos. Potrzebował strażnika, który mógł mieć pieczę nad całością. Tak powstał mój wizerunek, w który tchnął życie.
Ile mam lat?
Tyle, na ile wyglądam. Nigdy nikomu nie odpowiem inaczej. Prawda jest taka, że sama nie mogę precyzyjnie określić swojego wieku.
Skąd jestem?
To tajemnica. Tabu, którego nie można wyjawić. Zbyt duże ryzyko się z tym wiąże.
Jakie jest moje imię?
Na ziemi Setsuna. Tam, gdzie jestem teraz zwą mnie Strażniczką lub Sailor Pluto.
Jaką mam moc?
Kolejne tabu. Jednak tu mogę co nieco opowiedzieć. Władam czasem. Jeżeli taka jest moja wola, mogę przenieść w przeszłość lub w przyszłość. Mogę również odesłać do innego wymiaru. Nie wolno mi natomiast zatrzymywać czasu, ani zmieniać biegu historii. :Przepraszam, ale nic więcej nie mogę zdradzić..
Gdzie można mnie spotkać?
Tam, gdzie aktualnie się znajduję. Jeżeli jestem na ziemi, to właśnie tam, jeżeli zaś stoję na posterunku, lepiej żebyś nie wiedział, gdzie to się znajduje. Dla własnego bezpieczeństwa...
Czy mam rodzinę?
Jeżeli się dłużej nad tym zastanowić, to coś na jej kształt stworzyłyśmy z Haruką, Michiru i Hotaru. Jednak zawsze moim przeznaczeniem była samotność...
Czy kiedykolwiek mnie kusiło, żeby złamać zasady?
Nie tylko kusiło. Ja to zrobiłam. Cena była wysoka. Zginęłam...
Czy kiedykolwiek byłam zakochana?
Tak, niestety, bez wzajemności...
Jakie jest moje największe marzenie?
Normalne życie. Takie, na jakie mogą sobie pozwolić pozostałe wojowniczki. Z realnych... Może to, żeby Mała Dama mi w końcu oddała kluczyk, który mi kiedyś zakosiła...
wtorek, 15 lipca 2014
Moon Pride
Nagroda dla Van.
Inspiracja tu.
______________________________________
Srebrne Milenium... Nowa królowa... Nowe rządy, nowe wybory... Nowe smutki, nowe radości... Fazy księżyca ją naznaczą... Tajemniczy kamień poprowadzi... Jedno pozostanie niezmienne... Duma...
Pierwsza kwadra (po nowiu) - Luna
Została królową. Nie bardzo wiedziała, dlaczego. Wiedziała natomiast jedno: musiała zbudować potężne królestwo. Musiała dobrać ludzi, którzy pomogą jej wypełnić misję - sprawić, żeby piękna, błękitna planeta zatętniła życiem. Nie było to łatwe, jednak dzięki kamieniowi, który dostała mogła ożywić wszystko, nawet kamienie. Tak też zrobiła. Zanim ożywi Ziemię, jak nazwała tą planetę, postanowiła ożywić trochę Księżyc. W ciągu kilku lat zaroiło się od lunarian. Każdy był inny, każdy długowieczny. Nie wiedziała, dlaczego tak się dzieje. W każdym razie zakładali rodziny, mieli dzieci. Ona też za tym tęskniła. W końcu poznała mężczyznę swojego życia. Urodziła im się córka. Wiedziała, że kiedyś przekaże jej rządy i ten tajemniczy kamień... Do końca swoich dni wiedziała, że nie dokończy swojej misji. Miała jednak nadzieję, że następne pokolenia ją wypełnią, a błękitna planeta zatętni w końcu życiem.
Pierwsza kwadra (przed pełnią) - Selena
Miała zadanie do wykonania. Musiała czuwać nad prawidłowym rozwojem życia na Ziemi. Tylko jak miała to zrobić? Przypomniała sobie opowiadania swojej matki. Kamień, który ożywia wszystko... Miała go w rękach. Lśnił niebywałą poświatą. Odkrycie, że to nie kamień, a kryształ było przełomem. Czuła jego moc. Udała się na ziemię. Tworzyła życie. Jednak kiedy wróciła do swojego królestwa zastała zmiany. Niegdyś mały, lecz piękny pałacyk zastąpił pałac, który górował nad resztą królestwa. Pytała służby, kto to zbudował. Dostała odpowiedź, że powstał sam. Nagle. weszła do środka. Był piękny, jednak ona gdzieś na dnie serca miała obraz swojego rodzinnego domu - niezbyt dużego,jednak tętniącego życiem. Nie miała czasu, żeby się dalej nad tym zastanawiać. Dotarła do niej wiadomość, że na Ziemi toczą się wojny. Nie miała wyboru. Po raz kolejny Srebrny Kryształ, jak go nazwała dał jej moc. Wiedziała, że pokój nie będzie wieczny. Postanowiła więc wysłać tam swoje wojsko. Między innymi był tam też jej narzeczony, który nie wiedział i jak się później okazało nigdy nie dowiedział się, że zostanie ojcem... Wszyscy zginęli. Za to ich córka była prześliczna. Dostała strażniczki, które miały strzec ją za cenę życia. Nie przewidziała jednak jednego. Miłości, której skutki były opłakane. Pozostała jej tylko nadzieja...
Pełnia - Serenity
Długowieczność. Wiedziała, że tylko jej został przekazany ten dar. Dwa okresy panowania... Niewiele pamiętała z tego, co wydarzyło się przed wiekami. Jednak to dało jej możliwość rozwoju. Nie była nieświadomą mocy Srebrnego Kryształu królową. Ona dokładnie znała jego moc. Doprowadziło to do rozkwitu planetę, którą się opiekowały od wieków władczynie księżyca. Była od początku otoczona miłością, lecz cierpienie nie było jej obce. Doskonale wiedziała, jak boli każda najmniejsza strata... Wiedziała, że nie podzieli losu swojej matki i babki. Niedawno odnalazła w ruinach kryształowej wieży ich pamiętniki. Postanowiła zrobić wszystko, żeby droga jej następczyń nie była naznaczona cierpieniem.
Trzecia kwadra (po pełni) - Usagi
Ona jako jedyna podróżowała w czasie. Dzięki temu nie tylko odkryła prawdę o sobie, ale też spotkała miłość swojego życia. Heliosa. Ciężko było przekonać rodziców do tego pomysłu, ale kiedy tylko zobaczyli jak wielka jest ich miłość... Cóż oni sami nie mieli lekko, więc zaaprobowali jej związek. Kiedy jej matka odeszła zrobiła wszystko, żeby poddani jak najmniej odczuli jej stratę. Mówili, że miała łatwiej, bo była do niej bardzo podobna. Ona jednak tego tak nie widziała. Srebrny Kryształ jakby trochę stracił ze swojej mocy. Wiedziała dlaczego. Ona nie potrafiła oddać mu całej swojej energii. Coś zawsze ją hamowało. Może wspomnienia z dzieciństwa? Cóż, nie doszła do tego. Możliwe, że jej córka odkryje przyczynę...
Trzecia kwadra - Saule
Przymierze Ziemi, Księżyca i Słońca. Tak ona była ich władczynią. Musiała bardzo szybko dorosnąć. Wiedziała jedno. Kolejna wojna wisiała w powietrzu. Gdyby tylko miała moc swojej babki... Chciała być taka jak ona. Jej matka mówiła, że była dokładnie taka sama jak ona. Kiedy tylko otrzymała Srebrny Kryształ, wiedziała, że nie przywróci mu pełni mocy. Starała się, jak mogła, ale nic nie było w stanie tego zrobić. Wojna powoli wyniszczała wszystko. Nie pozostało jej nic innego. Musiała uciekać. Jedynym bezpiecznym miejscem był księżyc. Ona, Słoneczna Pani, jak ją kiedyś nazwali użyła całej swojej mocy, do zapewnienia swojej rodzinie i garstce zaufanych ludzi bezpiecznego miejsca... Miała nadzieję, że jej córka nie doprowadzi do najgorszego...
Trzecia kwadra (przed nowiem) - Amatea
Miała swoją dumę. I misję do wykonania. Postanowiła, że ją wykona wbrew przeciwnościom. Musiała tylko przekonać zwaśnione strony do zawieszenia broni. Wiedziała, że Srebrny Kryształ jej nie pomoże. Gasł w oczach. Zostawiła swoje dzieci na księżycu. Tam były bezpieczne. Bez wahania wyruszyła na pole walki. Negocjacje były trudne. Jedynym ich skutkiem było to, że strony się na siebie pogniewały. Nic nie zapowiadało kolejnych walk. Zrobiła co do niej należało. Jednak tuż przed powrotem na Księżyc stało się coś, co wpłynęło na dalsze losy wszystkiego. Właściwie nawet nie czuła bólu. Widziała tylko grot strzały wychodzący z jej piersi i czerwoną plamę na swojej sukni. Jej ostatnim życzeniem było, żeby mimo wszystko ktoś czuwał nad tą planetą...
Nów - Nova
Wszystko wróciło do punktu wyjścia. Przeczytała pamiętnik królowej Luny. Przed sobą miała Srebrny Kryształ, w którym ledwie tliła się jakaś iskierka. Była najmłodsza z rodzeństwa. Jej starsi bracia wyruszyli pomścić matkę. Nie wrócili. Ona sama została ze swoją malutką córeczką. Dała jej na imię Luna. Wierzyła, że tamta planeta, tak wyniszczona przez wojny znów rozkwitnie. Takie było ich zadanie od zarania wieków - chronić i wspierać swoją mocą ziemię. I właśnie to jej przekaże...
Znów wrócą dobre dni... I znów się zmienią... Tak, jak fazy księżyca...
Inspiracja tu.
______________________________________
Srebrne Milenium... Nowa królowa... Nowe rządy, nowe wybory... Nowe smutki, nowe radości... Fazy księżyca ją naznaczą... Tajemniczy kamień poprowadzi... Jedno pozostanie niezmienne... Duma...
Pierwsza kwadra (po nowiu) - Luna
Została królową. Nie bardzo wiedziała, dlaczego. Wiedziała natomiast jedno: musiała zbudować potężne królestwo. Musiała dobrać ludzi, którzy pomogą jej wypełnić misję - sprawić, żeby piękna, błękitna planeta zatętniła życiem. Nie było to łatwe, jednak dzięki kamieniowi, który dostała mogła ożywić wszystko, nawet kamienie. Tak też zrobiła. Zanim ożywi Ziemię, jak nazwała tą planetę, postanowiła ożywić trochę Księżyc. W ciągu kilku lat zaroiło się od lunarian. Każdy był inny, każdy długowieczny. Nie wiedziała, dlaczego tak się dzieje. W każdym razie zakładali rodziny, mieli dzieci. Ona też za tym tęskniła. W końcu poznała mężczyznę swojego życia. Urodziła im się córka. Wiedziała, że kiedyś przekaże jej rządy i ten tajemniczy kamień... Do końca swoich dni wiedziała, że nie dokończy swojej misji. Miała jednak nadzieję, że następne pokolenia ją wypełnią, a błękitna planeta zatętni w końcu życiem.
Pierwsza kwadra (przed pełnią) - Selena
Miała zadanie do wykonania. Musiała czuwać nad prawidłowym rozwojem życia na Ziemi. Tylko jak miała to zrobić? Przypomniała sobie opowiadania swojej matki. Kamień, który ożywia wszystko... Miała go w rękach. Lśnił niebywałą poświatą. Odkrycie, że to nie kamień, a kryształ było przełomem. Czuła jego moc. Udała się na ziemię. Tworzyła życie. Jednak kiedy wróciła do swojego królestwa zastała zmiany. Niegdyś mały, lecz piękny pałacyk zastąpił pałac, który górował nad resztą królestwa. Pytała służby, kto to zbudował. Dostała odpowiedź, że powstał sam. Nagle. weszła do środka. Był piękny, jednak ona gdzieś na dnie serca miała obraz swojego rodzinnego domu - niezbyt dużego,jednak tętniącego życiem. Nie miała czasu, żeby się dalej nad tym zastanawiać. Dotarła do niej wiadomość, że na Ziemi toczą się wojny. Nie miała wyboru. Po raz kolejny Srebrny Kryształ, jak go nazwała dał jej moc. Wiedziała, że pokój nie będzie wieczny. Postanowiła więc wysłać tam swoje wojsko. Między innymi był tam też jej narzeczony, który nie wiedział i jak się później okazało nigdy nie dowiedział się, że zostanie ojcem... Wszyscy zginęli. Za to ich córka była prześliczna. Dostała strażniczki, które miały strzec ją za cenę życia. Nie przewidziała jednak jednego. Miłości, której skutki były opłakane. Pozostała jej tylko nadzieja...
Pełnia - Serenity
Długowieczność. Wiedziała, że tylko jej został przekazany ten dar. Dwa okresy panowania... Niewiele pamiętała z tego, co wydarzyło się przed wiekami. Jednak to dało jej możliwość rozwoju. Nie była nieświadomą mocy Srebrnego Kryształu królową. Ona dokładnie znała jego moc. Doprowadziło to do rozkwitu planetę, którą się opiekowały od wieków władczynie księżyca. Była od początku otoczona miłością, lecz cierpienie nie było jej obce. Doskonale wiedziała, jak boli każda najmniejsza strata... Wiedziała, że nie podzieli losu swojej matki i babki. Niedawno odnalazła w ruinach kryształowej wieży ich pamiętniki. Postanowiła zrobić wszystko, żeby droga jej następczyń nie była naznaczona cierpieniem.
Trzecia kwadra (po pełni) - Usagi
Ona jako jedyna podróżowała w czasie. Dzięki temu nie tylko odkryła prawdę o sobie, ale też spotkała miłość swojego życia. Heliosa. Ciężko było przekonać rodziców do tego pomysłu, ale kiedy tylko zobaczyli jak wielka jest ich miłość... Cóż oni sami nie mieli lekko, więc zaaprobowali jej związek. Kiedy jej matka odeszła zrobiła wszystko, żeby poddani jak najmniej odczuli jej stratę. Mówili, że miała łatwiej, bo była do niej bardzo podobna. Ona jednak tego tak nie widziała. Srebrny Kryształ jakby trochę stracił ze swojej mocy. Wiedziała dlaczego. Ona nie potrafiła oddać mu całej swojej energii. Coś zawsze ją hamowało. Może wspomnienia z dzieciństwa? Cóż, nie doszła do tego. Możliwe, że jej córka odkryje przyczynę...
Trzecia kwadra - Saule
Przymierze Ziemi, Księżyca i Słońca. Tak ona była ich władczynią. Musiała bardzo szybko dorosnąć. Wiedziała jedno. Kolejna wojna wisiała w powietrzu. Gdyby tylko miała moc swojej babki... Chciała być taka jak ona. Jej matka mówiła, że była dokładnie taka sama jak ona. Kiedy tylko otrzymała Srebrny Kryształ, wiedziała, że nie przywróci mu pełni mocy. Starała się, jak mogła, ale nic nie było w stanie tego zrobić. Wojna powoli wyniszczała wszystko. Nie pozostało jej nic innego. Musiała uciekać. Jedynym bezpiecznym miejscem był księżyc. Ona, Słoneczna Pani, jak ją kiedyś nazwali użyła całej swojej mocy, do zapewnienia swojej rodzinie i garstce zaufanych ludzi bezpiecznego miejsca... Miała nadzieję, że jej córka nie doprowadzi do najgorszego...
Trzecia kwadra (przed nowiem) - Amatea
Miała swoją dumę. I misję do wykonania. Postanowiła, że ją wykona wbrew przeciwnościom. Musiała tylko przekonać zwaśnione strony do zawieszenia broni. Wiedziała, że Srebrny Kryształ jej nie pomoże. Gasł w oczach. Zostawiła swoje dzieci na księżycu. Tam były bezpieczne. Bez wahania wyruszyła na pole walki. Negocjacje były trudne. Jedynym ich skutkiem było to, że strony się na siebie pogniewały. Nic nie zapowiadało kolejnych walk. Zrobiła co do niej należało. Jednak tuż przed powrotem na Księżyc stało się coś, co wpłynęło na dalsze losy wszystkiego. Właściwie nawet nie czuła bólu. Widziała tylko grot strzały wychodzący z jej piersi i czerwoną plamę na swojej sukni. Jej ostatnim życzeniem było, żeby mimo wszystko ktoś czuwał nad tą planetą...
Nów - Nova
Wszystko wróciło do punktu wyjścia. Przeczytała pamiętnik królowej Luny. Przed sobą miała Srebrny Kryształ, w którym ledwie tliła się jakaś iskierka. Była najmłodsza z rodzeństwa. Jej starsi bracia wyruszyli pomścić matkę. Nie wrócili. Ona sama została ze swoją malutką córeczką. Dała jej na imię Luna. Wierzyła, że tamta planeta, tak wyniszczona przez wojny znów rozkwitnie. Takie było ich zadanie od zarania wieków - chronić i wspierać swoją mocą ziemię. I właśnie to jej przekaże...
Znów wrócą dobre dni... I znów się zmienią... Tak, jak fazy księżyca...
środa, 25 czerwca 2014
No one...
Druga nagroda w ostatnim konkursie, czyli opowiadanko z obrazkiem wybranym przez Fankę 12 ;)
Muzyka skojarzyła mi się taka (co ja poradzę, że niektóre kawałki eurowizyjne zapadły mi w pamięć?)
Miłej lektury :)
_________________________________
And you came to me one night
Like a morning light...
Zjawiła się w moim życiu nagle. Znaczy jej obraz miałam zawsze przed oczami. Szczególnie przed wiekami, kiedy jeszcze nie poznałam Michiru. Nasza ukochana księżniczka. Jej obraz dodawał mi otuchy w samotności, ale była ona jednak czymś dalekim, nieuchwytnym. Teraz z kolei wparowała w moje życie z impetem trąby powietrznej. Od kiedy tak się zjawiła, nic nie było już takie samo. Mój uporządkowany świat przewrócił się do góry nogami. Uczuciowy również. Ciągle miałam przed oczami jej twarz, słyszałam jej śmiech i to słowo - Haruka. Moje imię, ale wypowiedziane w taki sposób, że od razu robiło mi się ciepło na sercu...
Dodała gazu. Pędziła już na krawędzi bezpieczeństwa. W słuchawce umieszczonej w uchu słyszała słowa swojego inżyniera wyścigowego, żeby zwolniła. Zabawne. Zawsze pędziła ja wiatr, zresztą właśnie tak ją nazywano przed wiekami. Teraz z kolei napędzały ją wspomnienia, od których chciała za wszelką cenę uciec. Usagi. To jedno imię sprawiło, że docisnęła pedał gazu do podłogi. Pech chciał, że właśnie wjeżdżała w szykanę. Nie zdążyła zwolnić... Później pamiętała już tylko jakieś pojedyncze urywki, panikę jakiejś kobiety i rozpaczliwy płacz dziecka. Potem już tylko ciemność...
No one will never hold you tight
No one will never love you like
Just no one like I do
There is no one, no one...
Docierały do mnie jakieś słowa, ale były przytłumione. Jakbym miała gruby koc na głowie. Otworzyłam oczy. Miałam przed sobą jej twarz. Tą ukochaną od wieków twarz. Wtedy tak anonimową, a teraz... Teraz w końcu ją poznałam. Już wiedziałam jaka ona jest. Potrafiłam przewidzieć, kiedy zmieni się jej humor. Widziałam jej wpatrzone we mnie oczy. I ten uśmiech... Nagle otoczenie się zmieniło. Trwała walka. Widziałam, że jest jej ciężko. Chciałam pobiec i jej pomóc, ale powstrzymała mnie Michiru. Jej wzrok sprawił, że zastygłam w miejscu i patrzyłam. Wszystko we mnie się buntowało, ale wiedziałam też, że tak trzeba. Tylko tak mogłyśmy sprawić, że księżniczka osiągnie pełnię swojej mocy. I udało jej się to. Widziałam, jak biegnie do przyjaciółek, jak się razem cieszą. Ja również cieszyłam się. Jej radość była zaraźliwa. Patrzyłam na nią tak długo, aż podeszła do mnie. I znów widziałam ten uśmiech, znów słyszałam swoje imię wypowiedziane jej głosem. Widziałam również niepewność i pytanie w jej oczach. Jeżeli dotąd trzymałam się swoich przeczuć, tak wtedy je zignorowałam. Najpierw powiedziałam"dziękuję", a później... Sama nie wiem jak to się stało. Po prostu się stało... Nagle moje usta spoczęły na jej ustach. Trwała to krótką chwilkę, jednak na tyle długą, żeby wypalić na moich znamię. Czerpałam niesamowitą przyjemność z tego pocałunku, jednak ona... Cóż, otrzeźwił mnie bolesny dotyk jej dłoni, która spotkała mój policzek. Patrzyłam, jak odchodzi... Od tamtej chwili wiedziałam już. Musze ją chronić. Przed wszystkim, a zwłaszcza przede mną...
Budziła się. Stojąca przy jej łóżku Michiru uśmiechnęła się. Czyli chyba w sumie nie stało się jej nic poważnego. Haruka otworzyła oczy i rozglądała się nieprzytomnym wzrokiem dookoła. Michiru wzięła ją za rękę. Wiedziała, że już jej nie pozwoli wsiąść jej za kierownicę samochodu wyścigowego. Ma to jak w banku. Uśmiechnęła się. Wzrok Haruki stawał się coraz bardziej przytomny. Widziała, że była słaba. Ważne, że wróciła do świata żywych. Dostrzegła jej uśmiech. Po chwili spojrzenie znów się zamgliło. Znów zapadła w sen. Jednak zanim zasnęła, do uszu Michiru doszło jedno słowo. Wypowiedziane tak czule, że miała ochotę się rozpłakać...
- Kociątko...
No one will ever, ever love you
No one will ever, ever touch you
No one will ever , ever hold you
No one...
Muzyka skojarzyła mi się taka (co ja poradzę, że niektóre kawałki eurowizyjne zapadły mi w pamięć?)
Miłej lektury :)
_________________________________
And you came to me one night
Like a morning light...
Zjawiła się w moim życiu nagle. Znaczy jej obraz miałam zawsze przed oczami. Szczególnie przed wiekami, kiedy jeszcze nie poznałam Michiru. Nasza ukochana księżniczka. Jej obraz dodawał mi otuchy w samotności, ale była ona jednak czymś dalekim, nieuchwytnym. Teraz z kolei wparowała w moje życie z impetem trąby powietrznej. Od kiedy tak się zjawiła, nic nie było już takie samo. Mój uporządkowany świat przewrócił się do góry nogami. Uczuciowy również. Ciągle miałam przed oczami jej twarz, słyszałam jej śmiech i to słowo - Haruka. Moje imię, ale wypowiedziane w taki sposób, że od razu robiło mi się ciepło na sercu...
Dodała gazu. Pędziła już na krawędzi bezpieczeństwa. W słuchawce umieszczonej w uchu słyszała słowa swojego inżyniera wyścigowego, żeby zwolniła. Zabawne. Zawsze pędziła ja wiatr, zresztą właśnie tak ją nazywano przed wiekami. Teraz z kolei napędzały ją wspomnienia, od których chciała za wszelką cenę uciec. Usagi. To jedno imię sprawiło, że docisnęła pedał gazu do podłogi. Pech chciał, że właśnie wjeżdżała w szykanę. Nie zdążyła zwolnić... Później pamiętała już tylko jakieś pojedyncze urywki, panikę jakiejś kobiety i rozpaczliwy płacz dziecka. Potem już tylko ciemność...
No one will never hold you tight
No one will never love you like
Just no one like I do
There is no one, no one...
Docierały do mnie jakieś słowa, ale były przytłumione. Jakbym miała gruby koc na głowie. Otworzyłam oczy. Miałam przed sobą jej twarz. Tą ukochaną od wieków twarz. Wtedy tak anonimową, a teraz... Teraz w końcu ją poznałam. Już wiedziałam jaka ona jest. Potrafiłam przewidzieć, kiedy zmieni się jej humor. Widziałam jej wpatrzone we mnie oczy. I ten uśmiech... Nagle otoczenie się zmieniło. Trwała walka. Widziałam, że jest jej ciężko. Chciałam pobiec i jej pomóc, ale powstrzymała mnie Michiru. Jej wzrok sprawił, że zastygłam w miejscu i patrzyłam. Wszystko we mnie się buntowało, ale wiedziałam też, że tak trzeba. Tylko tak mogłyśmy sprawić, że księżniczka osiągnie pełnię swojej mocy. I udało jej się to. Widziałam, jak biegnie do przyjaciółek, jak się razem cieszą. Ja również cieszyłam się. Jej radość była zaraźliwa. Patrzyłam na nią tak długo, aż podeszła do mnie. I znów widziałam ten uśmiech, znów słyszałam swoje imię wypowiedziane jej głosem. Widziałam również niepewność i pytanie w jej oczach. Jeżeli dotąd trzymałam się swoich przeczuć, tak wtedy je zignorowałam. Najpierw powiedziałam"dziękuję", a później... Sama nie wiem jak to się stało. Po prostu się stało... Nagle moje usta spoczęły na jej ustach. Trwała to krótką chwilkę, jednak na tyle długą, żeby wypalić na moich znamię. Czerpałam niesamowitą przyjemność z tego pocałunku, jednak ona... Cóż, otrzeźwił mnie bolesny dotyk jej dłoni, która spotkała mój policzek. Patrzyłam, jak odchodzi... Od tamtej chwili wiedziałam już. Musze ją chronić. Przed wszystkim, a zwłaszcza przede mną...
Budziła się. Stojąca przy jej łóżku Michiru uśmiechnęła się. Czyli chyba w sumie nie stało się jej nic poważnego. Haruka otworzyła oczy i rozglądała się nieprzytomnym wzrokiem dookoła. Michiru wzięła ją za rękę. Wiedziała, że już jej nie pozwoli wsiąść jej za kierownicę samochodu wyścigowego. Ma to jak w banku. Uśmiechnęła się. Wzrok Haruki stawał się coraz bardziej przytomny. Widziała, że była słaba. Ważne, że wróciła do świata żywych. Dostrzegła jej uśmiech. Po chwili spojrzenie znów się zamgliło. Znów zapadła w sen. Jednak zanim zasnęła, do uszu Michiru doszło jedno słowo. Wypowiedziane tak czule, że miała ochotę się rozpłakać...
- Kociątko...
No one will ever, ever love you
No one will ever, ever touch you
No one will ever , ever hold you
No one...
poniedziałek, 23 czerwca 2014
I do it for you...
Pierwsza z dwóch nagród z ostatniego konkursu.
Możliwe Van, że chciałaś z tym motywem przeczytać o kimś innym, szczerze mówiąc miałam trzy koncepcje, ale wybrałam czwartą ;)
Muzyka tutaj :)
_______________________________________
Look into my eyes, you will see
What you mean to me
Search your heart, search your soul
And when you find me there, you will search for more...
Kochana Serenity.
Specjalnie dla Ciebie stworzyłam ten przekaz. We śnie. Tak jest lepiej, zużywam mniej pozostałej mi energii... Mam nadzieję, że mi to wybaczysz. W każdym razie w ten sposób mogę Ci wreszcie wszystko jeszcze raz opowiedzieć, przypomnieć i wytłumaczyć. Wszystko wytłumaczyć, a zwłaszcza swoje postępowanie. Może dzięki temu choć trochę odkupię swoje winy i moją nieobecność tutaj...
Spotkałyśmy się raz. Na księżycu, na gruzach naszego królestwa. Wiem, że właściwie tego nie pamiętasz, ale było to coś, co staraliśmy się chronić. Zazdrościły nam tego wszystkie planety dookoła, a zwłaszcza ziemia. Wydawało się im, że jest doskonale. Nie było tak. Fakt, że tylko w jednym miejscu możliwe było życie działało na naszą niekorzyść. Praktycznie poza Srebrnym Kryształem nie mieliśmy żadnej innej broni. A zagrożenie rosło z każdym dniem. Właśnie dlatego miałaś swoją straż. Cztery wojowniczki, które z czasem stały się również Twoimi przyjaciółkami. Trochę Ci tego zazdrościłam. Ja poza Tobą nie miałam nikogo. Owszem, kiedyś była jeszcze moja siostra, ale ona... Cóż, sama wiesz. W końcu ją poznałaś. Jeżeli zaś chodzi o miłość...
Look into your heart, you will find
There's nothin' there to hide
Take me as I am, take my life
I would give it all, I would sacrifice...
Nie wiem czy mogę o tym mówić. W końcu ja sama tego nie przeżyłam. Twój ojciec, jakby to powiedzieć, został mi narzucony. Nie był on kimś z ludu, ale też nie był szlachetnie urodzony. Był za to dobrym i szlachetnym człowiekiem. Chyba czuł, że go nie kocham, widziałam to w jego oczach, kiedy po raz ostatni wyruszał na wojnę. Pamiętam, że Ty, wtedy tak malutka, patrzyłaś na niego, jakbyś chciała go zapamiętać. Jakbyś już wtedy coś przeczuwała... Później wiele razy wyrzucałam sobie ten brak jakiegokolwiek uczucia z mojej strony. Przelałam je wszystkie na Ciebie. Między innymi dlatego musiałaś posuwać się do ucieczki, abyś mogła być ze swoim ukochanym. Zakazana miłość... Tak, ona była zakazana, ale była również tym czymś, czego potrzebowałaś najbardziej. Dlatego przymykałam na to oczy. Widziałam ten zachwyt i to oczekiwanie, kiedy tylko patrzyłaś na błękitną planetę. Byłam świadoma tego, że każdy Twój krok w jego stronę coraz bardziej przybliża nas do zagrożenia. Dobrze wiedziałam o Beryl. O jej miłości do Endymiona oraz o jej pretensjach do księżyca. Tak, ona też miała do niego prawo. Tylko był jeden szczegół, który mógł jej to uniemożliwić. Ty...
There's no love like your love
And no other could give more love
There's nowhere unless you're there
All the time, all the way...
Zaczęło się od niepokojących zmian na słońcu. Nikt z nas wtedy nie przypuszczał, że konsekwencje będą aż tak bolesne. Nikt nie przewidział Metalii - tworu, który pochłaniał coraz więcej energii. Nikt, a zwłaszcza ja, osoba, która w końcu była za to odpowiedzialna, nie zauważył jej bytności na ziemi. Kiedy w końcu to się wydało, było już za późno. Nikt, ani nic nie mogło jej powstrzymać. Katastrofa stała się faktem. Może nie dosięgnęło by to nas, gdyby nie Ty, Endymion i Beryl. Może gdyby nie to Wasze ostatnie spotkanie, byłabym na tyle silna, żeby ją pokonać. Jednak kiedy zobaczyłam jak Beryl zabija osłaniającego Ciebie Endymiona, Twoje samobójstwo oraz śmiertelny cios zadany Beryl przez Metalię,coś we mnie pękło. Zamiast z zimną głową pokonać ten twór, ja poddałam się rozpaczy. Nie potrafiłam jej pokonać. Srebrny Kryształ nie mógł pokazać pełni swojej mocy. Ze łzami w oczach zdołałam ją tylko unieszkodliwić. Zapieczętowałam ją. Tylko i aż tyle. Ziemia była ruiną, nie został tam nawet kamień na kamieniu. Wszystko na co pracowaliśmy przez setki lat nagle przestało istnieć. Z księżycowego pałacu również nic nie zostało. Ciągle przed oczami miałam martwe ciała tych wszystkich, których tak bardzo kochałam. Zostałam tylko ja, Luna i Artemis. Wiedziałam już co mam zrobić, bo mogłam zrobić tylko jedno. Poświęcić siebie oraz to jedyne miejsce na księżycu, w którym dało się żyć. Całą swoją moc przekazałam Srebrnemu Kryształowi. Tylko tak mogłam naprawić to, co się stało i mieć nadzieję na lepszą przyszłość. Nie zawiodłaś mnie. Nie pytaj jakim cudem, ale widziałam każdą Twoją walkę. Twoją determinację, wiarę i miłość. Tak, stałaś się dokładnie taka, jak chciałam. Odnalazłaś również Endymiona. Wasza miłość przetrwała wszystko, nawet śmierć. Tej nocy przed Twoją koronacją chcę ci przekazać, że jestem z Ciebie dumna. Jestem byłam i zawsze będę. Kocham Cię, córeczko. Będziesz dobrą królową, Serenity...
Don't tell me it's not wotrh tryin' for
Can't tell me it's not worth dyin' for
You know it's true
Everything I do, I do it for you...
Możliwe Van, że chciałaś z tym motywem przeczytać o kimś innym, szczerze mówiąc miałam trzy koncepcje, ale wybrałam czwartą ;)
Muzyka tutaj :)
_______________________________________
Look into my eyes, you will see
What you mean to me
Search your heart, search your soul
And when you find me there, you will search for more...
Kochana Serenity.
Specjalnie dla Ciebie stworzyłam ten przekaz. We śnie. Tak jest lepiej, zużywam mniej pozostałej mi energii... Mam nadzieję, że mi to wybaczysz. W każdym razie w ten sposób mogę Ci wreszcie wszystko jeszcze raz opowiedzieć, przypomnieć i wytłumaczyć. Wszystko wytłumaczyć, a zwłaszcza swoje postępowanie. Może dzięki temu choć trochę odkupię swoje winy i moją nieobecność tutaj...
Spotkałyśmy się raz. Na księżycu, na gruzach naszego królestwa. Wiem, że właściwie tego nie pamiętasz, ale było to coś, co staraliśmy się chronić. Zazdrościły nam tego wszystkie planety dookoła, a zwłaszcza ziemia. Wydawało się im, że jest doskonale. Nie było tak. Fakt, że tylko w jednym miejscu możliwe było życie działało na naszą niekorzyść. Praktycznie poza Srebrnym Kryształem nie mieliśmy żadnej innej broni. A zagrożenie rosło z każdym dniem. Właśnie dlatego miałaś swoją straż. Cztery wojowniczki, które z czasem stały się również Twoimi przyjaciółkami. Trochę Ci tego zazdrościłam. Ja poza Tobą nie miałam nikogo. Owszem, kiedyś była jeszcze moja siostra, ale ona... Cóż, sama wiesz. W końcu ją poznałaś. Jeżeli zaś chodzi o miłość...
Look into your heart, you will find
There's nothin' there to hide
Take me as I am, take my life
I would give it all, I would sacrifice...
Nie wiem czy mogę o tym mówić. W końcu ja sama tego nie przeżyłam. Twój ojciec, jakby to powiedzieć, został mi narzucony. Nie był on kimś z ludu, ale też nie był szlachetnie urodzony. Był za to dobrym i szlachetnym człowiekiem. Chyba czuł, że go nie kocham, widziałam to w jego oczach, kiedy po raz ostatni wyruszał na wojnę. Pamiętam, że Ty, wtedy tak malutka, patrzyłaś na niego, jakbyś chciała go zapamiętać. Jakbyś już wtedy coś przeczuwała... Później wiele razy wyrzucałam sobie ten brak jakiegokolwiek uczucia z mojej strony. Przelałam je wszystkie na Ciebie. Między innymi dlatego musiałaś posuwać się do ucieczki, abyś mogła być ze swoim ukochanym. Zakazana miłość... Tak, ona była zakazana, ale była również tym czymś, czego potrzebowałaś najbardziej. Dlatego przymykałam na to oczy. Widziałam ten zachwyt i to oczekiwanie, kiedy tylko patrzyłaś na błękitną planetę. Byłam świadoma tego, że każdy Twój krok w jego stronę coraz bardziej przybliża nas do zagrożenia. Dobrze wiedziałam o Beryl. O jej miłości do Endymiona oraz o jej pretensjach do księżyca. Tak, ona też miała do niego prawo. Tylko był jeden szczegół, który mógł jej to uniemożliwić. Ty...
There's no love like your love
And no other could give more love
There's nowhere unless you're there
All the time, all the way...
Zaczęło się od niepokojących zmian na słońcu. Nikt z nas wtedy nie przypuszczał, że konsekwencje będą aż tak bolesne. Nikt nie przewidział Metalii - tworu, który pochłaniał coraz więcej energii. Nikt, a zwłaszcza ja, osoba, która w końcu była za to odpowiedzialna, nie zauważył jej bytności na ziemi. Kiedy w końcu to się wydało, było już za późno. Nikt, ani nic nie mogło jej powstrzymać. Katastrofa stała się faktem. Może nie dosięgnęło by to nas, gdyby nie Ty, Endymion i Beryl. Może gdyby nie to Wasze ostatnie spotkanie, byłabym na tyle silna, żeby ją pokonać. Jednak kiedy zobaczyłam jak Beryl zabija osłaniającego Ciebie Endymiona, Twoje samobójstwo oraz śmiertelny cios zadany Beryl przez Metalię,coś we mnie pękło. Zamiast z zimną głową pokonać ten twór, ja poddałam się rozpaczy. Nie potrafiłam jej pokonać. Srebrny Kryształ nie mógł pokazać pełni swojej mocy. Ze łzami w oczach zdołałam ją tylko unieszkodliwić. Zapieczętowałam ją. Tylko i aż tyle. Ziemia była ruiną, nie został tam nawet kamień na kamieniu. Wszystko na co pracowaliśmy przez setki lat nagle przestało istnieć. Z księżycowego pałacu również nic nie zostało. Ciągle przed oczami miałam martwe ciała tych wszystkich, których tak bardzo kochałam. Zostałam tylko ja, Luna i Artemis. Wiedziałam już co mam zrobić, bo mogłam zrobić tylko jedno. Poświęcić siebie oraz to jedyne miejsce na księżycu, w którym dało się żyć. Całą swoją moc przekazałam Srebrnemu Kryształowi. Tylko tak mogłam naprawić to, co się stało i mieć nadzieję na lepszą przyszłość. Nie zawiodłaś mnie. Nie pytaj jakim cudem, ale widziałam każdą Twoją walkę. Twoją determinację, wiarę i miłość. Tak, stałaś się dokładnie taka, jak chciałam. Odnalazłaś również Endymiona. Wasza miłość przetrwała wszystko, nawet śmierć. Tej nocy przed Twoją koronacją chcę ci przekazać, że jestem z Ciebie dumna. Jestem byłam i zawsze będę. Kocham Cię, córeczko. Będziesz dobrą królową, Serenity...
Don't tell me it's not wotrh tryin' for
Can't tell me it's not worth dyin' for
You know it's true
Everything I do, I do it for you...
poniedziałek, 16 czerwca 2014
She's always a woman to me...
Druga obiecana jednorazówka konkursowa dla Van.
Co do aktualnego konkursu: kolejna podpowiedź - nie chodzi mi o etykietę "Konkursy". Wysilcie trochę szare komórki. Van, przykro mi, ale pierwsza odpowiedź się liczy...
Muzyczna inspiracja tutaj.
_____________________
Wiedzieli, że mają ostatnią szansę. Taką, która się już nie powtórzy. Postanowili działać. Najprościej było we śnie. Jej śnie...
She can kill with a smile
She can wound with her eyes
She can ruin your faith with her casual lies
She hides like a child
But she's always a woman to me...
Obudziła ją gra na flecie. Dziwnie znajoma melodia. Była na jakimś drzewie. Skądś znała to miejsce. Nagle sobie przypomniała. Makaiju. Zaczęła się rozglądać dookoła. Nie widziała nikogo. Słyszała tylko muzykę. Nagle pojawił się obok niej. Nie był w swojej ludzkiej postaci. Ail. Nie wiedziała, co ma robić. Odruchowo sięgnęła do miejsca, gdzie zawsze była broszka. Nie było jej. Dopiero teraz zauważyła, że ma na sobie białą sukienkę. Nie była to jednak suknia księżniczki Serenity. Zastanawiała się, co właściwie tu robi. Odpowiedź przyszła szybko. Zobaczyła ją w jego oczach. Kochał ją i nie potrafił z niej zrezygnować. Wystraszyła się. Nie mówiąc nic, wstała i uciekła. Schowała się pomiędzy konarami drzewa. Niestety, o ile było ono przyjazne wobec Aila, o tyle było wrogie wobec niej. Gdzie by się nie schowała, zawsze któryś konar wypychał ją w kierunku jej prześladowcy. Już miała się odezwać, kiedy znów popatrzyły na nią jego oczy. Wpatrywał się w nie, jakby czegoś szukał. I w końcu znalazł. Po jego minie widziała, że nie był zaskoczony. Flet znów powędrował w kierunku jego ust. Zamknęła oczy. Poczuła, że się unosi...
She can lead you to love
She can take you or leave you
She can ask for the truth, but she'll never believe
And she'll take what you give her as long as it's free
She steal like a thief
But she's always a woman to me...
- Tylko przy tobie to czułem... Tylko ty to potrafiłaś...
Usagi otworzyła oczy. Szeroko. Pomyślała, że to niemożliwe. Nie dzisiaj, nie on... Diamand. Patrzyła prosto w jego oczy. Nie widziała w nich wrogości. Widziała prawdę, której nigdy nie chciała zobaczyć. Jego miłość. Już nie chorą, obsesyjną. Głęboką i prawdziwą. Niespokojnie rozglądała się po pomieszczeniu, w którym przebywała. Dostrzegła drzwi. Zerwała się z łóżka i pobiegła w ich stronę. Jednak nie zdołała do nich dobiec. Słyszała jego szept, jakby był tuż przy niej:
- Królowa mojego serca, tylko przy tobie umiałem to nazwać... Kocham Cię...
Zasłoniła sobie uszy. Nie chciała tego słyszeć. Zbyt ją to bolało. Wspomnienia były wciąż żywe. Tamte okrutne wspomnienia... W końcu znów zobaczyła jego oczy naprzeciw siebie. Teraz były jakieś takie smutne.
- Wiem, że tego nie powiesz. Nie chcesz mnie zranić. Nie musisz. Ja wiem...
Odsunął się, odsłaniając wyjście. Spojrzała na niego przepraszająco i wybiegła...
And she'll promise you more
Than The Garden of Eden
Then she'll carelessly cut you
And laugh when you bleeding
But she'll bring out the best and the worst you can be
Blame it all on yourself
Cause she's always a woman to me...
Tym razem obudził ją jakiś upajający zapach. Otworzyła oczy. Nie znała tego miejsca. Było ono tak piękne, że poczuła się, jakby była w bajce. Wstała z łóżka. Nadal miała na sobie białą sukienkę. Wyszła na taras. Zapach był coraz mocniejszy. Poczuła się jak w raju. Tylko nie wiedziała, gdzie ten raj się znajduje...
- Witaj na Kimnoku, Króliczku.
Seyia. Uśmiechnęła się. Już chciała coś powiedzieć, kiedy zorientowała się, że żadne słowa nie chcą przejść przez jej gardło. Patrzyła tylko na mężczyznę stojącego naprzeciw niej. Tak wiele chciała mu powiedzieć, jednak nie mogła. Mówił za to on.
- Od naszego powrotu tutaj wiele się zmieniło. Za nasze zasługi Królowa Kakyuu podarowała nam męskie ciała. Już nie jesteśmy wojowniczkami. Teraz możemy być razem bez przeszkód...
Uśmiech zamarł na twarzy Usagi. Wiedziała, że oprócz przyjaźni nie może mu nic więcej zaoferować. Strach w jej oczach musiał dotrzeć do Seyi. Posmutniał.
- No tak, przecież nic oprócz przyjaźni mi nie obiecałaś. Nigdy... Nie będę Cię zatrzymywał. Wiem, że to uczucie już na zawsze będzie jednostronne...
She takes care of herself
She can wait if she wants
She's ahead of her time
And she never gives up
And she never gives in
She has changes her mind...
Od początku wiedziała, że tak właśnie będzie. Odkąd ją zobaczyła po raz pierwszy. Oczywiście, jej obraz jako księżniczki zawsze miała przed oczami, jednak w zderzeniu z realną osobą... Z Usagi... Sama nie wiedziała, kiedy ta dziewczyna zajęła poczesne miejsce w jej sercu. Sama nie wiedziała, co do niej czuje. Z wierzchu krucha, czasem wręcz eteryczna, a w środku pancerz ze stali. Trochę jej tego zazdrościła. Sama była raczej typem aspołecznym. Tyle, że miało to również swoje dobre strony. Właśnie dzięki temu mogła ją chronić. Dzięki temu była tak twarda i nieustępliwa. Jednak jej uśmiech i łzy sprawiały zawsze, że w jej sercu odzywała się jakaś tkliwa nuta. Coś, co nie pojawiało się nawet przy Michiru. Bała się to nazwać. Bała się tego uczucia, bo wiedziała, że nigdy nie zostanie odwzajemnione. Postanowiła więc trwać przy niej jako przyjaciółka, bo na nic innego w końcu nie mogła liczyć. W końcu taka była jej misja - chronić księżniczkę i księcia...
She is frequently kind
And she's suddenly cruel
She can do as she pleases
She's nobody's fool
And she can't be convicted
She's earned her degree
And the most she will do
Is throw shadow at you
But she's always a woman to me...
Gdzieś w jego głowie pojawiła się ta melodia. Dziwne, ale słowa były obrazem. Obrazem jego narzeczonej. Chyba właśnie w noc poprzedzającą ich ślub musiała wybrzmieć w jego głowie. Lekko rozchylił powieki. Usagi siedziała z przerażoną miną. Coś się jej przyśniło. Już chciał ją objąć i powiedzieć, że to tylko sen, kiedy zobaczył, że Usagi się rozgląda. Kiedy jej wzrok padł na niego, zobaczył jej czuły uśmiech. Taki, jakim obdarzała tylko jego. Wtuliła się w jego ramię i usnęła z tym uśmiechem na ustach. On również się uśmiechnął. Była jego kobietą, jego radością i smutkiem. Już na zawsze...
Co do aktualnego konkursu: kolejna podpowiedź - nie chodzi mi o etykietę "Konkursy". Wysilcie trochę szare komórki. Van, przykro mi, ale pierwsza odpowiedź się liczy...
Muzyczna inspiracja tutaj.
_____________________
Wiedzieli, że mają ostatnią szansę. Taką, która się już nie powtórzy. Postanowili działać. Najprościej było we śnie. Jej śnie...
She can kill with a smile
She can wound with her eyes
She can ruin your faith with her casual lies
She hides like a child
But she's always a woman to me...
Obudziła ją gra na flecie. Dziwnie znajoma melodia. Była na jakimś drzewie. Skądś znała to miejsce. Nagle sobie przypomniała. Makaiju. Zaczęła się rozglądać dookoła. Nie widziała nikogo. Słyszała tylko muzykę. Nagle pojawił się obok niej. Nie był w swojej ludzkiej postaci. Ail. Nie wiedziała, co ma robić. Odruchowo sięgnęła do miejsca, gdzie zawsze była broszka. Nie było jej. Dopiero teraz zauważyła, że ma na sobie białą sukienkę. Nie była to jednak suknia księżniczki Serenity. Zastanawiała się, co właściwie tu robi. Odpowiedź przyszła szybko. Zobaczyła ją w jego oczach. Kochał ją i nie potrafił z niej zrezygnować. Wystraszyła się. Nie mówiąc nic, wstała i uciekła. Schowała się pomiędzy konarami drzewa. Niestety, o ile było ono przyjazne wobec Aila, o tyle było wrogie wobec niej. Gdzie by się nie schowała, zawsze któryś konar wypychał ją w kierunku jej prześladowcy. Już miała się odezwać, kiedy znów popatrzyły na nią jego oczy. Wpatrywał się w nie, jakby czegoś szukał. I w końcu znalazł. Po jego minie widziała, że nie był zaskoczony. Flet znów powędrował w kierunku jego ust. Zamknęła oczy. Poczuła, że się unosi...
She can lead you to love
She can take you or leave you
She can ask for the truth, but she'll never believe
And she'll take what you give her as long as it's free
She steal like a thief
But she's always a woman to me...
- Tylko przy tobie to czułem... Tylko ty to potrafiłaś...
Usagi otworzyła oczy. Szeroko. Pomyślała, że to niemożliwe. Nie dzisiaj, nie on... Diamand. Patrzyła prosto w jego oczy. Nie widziała w nich wrogości. Widziała prawdę, której nigdy nie chciała zobaczyć. Jego miłość. Już nie chorą, obsesyjną. Głęboką i prawdziwą. Niespokojnie rozglądała się po pomieszczeniu, w którym przebywała. Dostrzegła drzwi. Zerwała się z łóżka i pobiegła w ich stronę. Jednak nie zdołała do nich dobiec. Słyszała jego szept, jakby był tuż przy niej:
- Królowa mojego serca, tylko przy tobie umiałem to nazwać... Kocham Cię...
Zasłoniła sobie uszy. Nie chciała tego słyszeć. Zbyt ją to bolało. Wspomnienia były wciąż żywe. Tamte okrutne wspomnienia... W końcu znów zobaczyła jego oczy naprzeciw siebie. Teraz były jakieś takie smutne.
- Wiem, że tego nie powiesz. Nie chcesz mnie zranić. Nie musisz. Ja wiem...
Odsunął się, odsłaniając wyjście. Spojrzała na niego przepraszająco i wybiegła...
And she'll promise you more
Than The Garden of Eden
Then she'll carelessly cut you
And laugh when you bleeding
But she'll bring out the best and the worst you can be
Blame it all on yourself
Cause she's always a woman to me...
Tym razem obudził ją jakiś upajający zapach. Otworzyła oczy. Nie znała tego miejsca. Było ono tak piękne, że poczuła się, jakby była w bajce. Wstała z łóżka. Nadal miała na sobie białą sukienkę. Wyszła na taras. Zapach był coraz mocniejszy. Poczuła się jak w raju. Tylko nie wiedziała, gdzie ten raj się znajduje...
- Witaj na Kimnoku, Króliczku.
Seyia. Uśmiechnęła się. Już chciała coś powiedzieć, kiedy zorientowała się, że żadne słowa nie chcą przejść przez jej gardło. Patrzyła tylko na mężczyznę stojącego naprzeciw niej. Tak wiele chciała mu powiedzieć, jednak nie mogła. Mówił za to on.
- Od naszego powrotu tutaj wiele się zmieniło. Za nasze zasługi Królowa Kakyuu podarowała nam męskie ciała. Już nie jesteśmy wojowniczkami. Teraz możemy być razem bez przeszkód...
Uśmiech zamarł na twarzy Usagi. Wiedziała, że oprócz przyjaźni nie może mu nic więcej zaoferować. Strach w jej oczach musiał dotrzeć do Seyi. Posmutniał.
- No tak, przecież nic oprócz przyjaźni mi nie obiecałaś. Nigdy... Nie będę Cię zatrzymywał. Wiem, że to uczucie już na zawsze będzie jednostronne...
She takes care of herself
She can wait if she wants
She's ahead of her time
And she never gives up
And she never gives in
She has changes her mind...
Od początku wiedziała, że tak właśnie będzie. Odkąd ją zobaczyła po raz pierwszy. Oczywiście, jej obraz jako księżniczki zawsze miała przed oczami, jednak w zderzeniu z realną osobą... Z Usagi... Sama nie wiedziała, kiedy ta dziewczyna zajęła poczesne miejsce w jej sercu. Sama nie wiedziała, co do niej czuje. Z wierzchu krucha, czasem wręcz eteryczna, a w środku pancerz ze stali. Trochę jej tego zazdrościła. Sama była raczej typem aspołecznym. Tyle, że miało to również swoje dobre strony. Właśnie dzięki temu mogła ją chronić. Dzięki temu była tak twarda i nieustępliwa. Jednak jej uśmiech i łzy sprawiały zawsze, że w jej sercu odzywała się jakaś tkliwa nuta. Coś, co nie pojawiało się nawet przy Michiru. Bała się to nazwać. Bała się tego uczucia, bo wiedziała, że nigdy nie zostanie odwzajemnione. Postanowiła więc trwać przy niej jako przyjaciółka, bo na nic innego w końcu nie mogła liczyć. W końcu taka była jej misja - chronić księżniczkę i księcia...
She is frequently kind
And she's suddenly cruel
She can do as she pleases
She's nobody's fool
And she can't be convicted
She's earned her degree
And the most she will do
Is throw shadow at you
But she's always a woman to me...
Gdzieś w jego głowie pojawiła się ta melodia. Dziwne, ale słowa były obrazem. Obrazem jego narzeczonej. Chyba właśnie w noc poprzedzającą ich ślub musiała wybrzmieć w jego głowie. Lekko rozchylił powieki. Usagi siedziała z przerażoną miną. Coś się jej przyśniło. Już chciał ją objąć i powiedzieć, że to tylko sen, kiedy zobaczył, że Usagi się rozgląda. Kiedy jej wzrok padł na niego, zobaczył jej czuły uśmiech. Taki, jakim obdarzała tylko jego. Wtuliła się w jego ramię i usnęła z tym uśmiechem na ustach. On również się uśmiechnął. Była jego kobietą, jego radością i smutkiem. Już na zawsze...
sobota, 14 czerwca 2014
Moonlight Shadow
Pod spodem krótkie cóś napisane z potrzeby chwili.
Co do konkursu: tak, dziewczyną jest Ami. Szukajcie teraz jej partnera. Jedna z etykiet was naprowadzi (skojarzenie). Dodam, że nie jest to Ryu Urawa ;) Wyniki mam nadzieję niedługo :)
___________________________________________________
Patrzył przez okno. Księżyc znów był w pełni. Po raz kolejny miał nadzieję, że ujrzy na jego tle jej sylwetkę...
Zaczęło się to jeszcze w podstawówce, kiedy przypadkiem zobaczył to niezwykłe zjawisko. Była wtedy piękna księżycowa noc. Zapatrzył się w tarczę srebrnego globu i wtedy ją zobaczył. Była niespotykanie piękna. Nie wiedział kim jest, ani jak się nazywa, wiedział za to, że tylko on ją może zobaczyć. Była jednocześnie odległa, jak i dziwnie znajoma. Tak, wiedział, że skądś ją zna... Nie zastanawiał się nad tym. Liczyło się po prostu to, że była.
Z czasem zaczął dociekać, kim może być ta osoba. Jednak wszelkie poszukiwania spełzały na niczym. Po kolejnym fiasku, kiedy chciał się poddać, przypadkowo usłyszał coś, co wywróciło wszystko do góry nogami. Przypadkiem podsłuchał pewną rozmowę. Dowiedział się z niej, że przed wiekami na księżycu żyła księżniczka, którą chroniły i wspierały cztery wojowniczki. Nie wiedział jednak do kogo należy ten głos. W miejscu, skąd dochodził był tylko biały kot. Teraz choć wiedział, jak ona się nazywa. Serenity.
Po raz kolejny zapatrzył się w księżyc. Wiedział jednak, że dziś jej już nie zobaczy. Zresztą działo się już tak od ładnych kilku lat. Jednak cały czas miał nadzieję... Usiadł przy komputerze. W sieci był znany jako Shane Moon. Nie to, że wstydził się swojego imienia i nazwiska. Po prostu nie chciał, aby ktoś przypadkowo dowiedział się, że usiłuje się czegokolwiek dowiedzieć o tej całej Serenity. Jednak nie dowiedział się niczego. Nie chciał też, żeby jego siostra, Usagi, zobaczyła to, co on stworzył. Jej portret. Jego tajemnicę...
poniedziałek, 26 maja 2014
Let it shine...
Van, to jest to Shine, o którym wspominałam :)
Opowiadanie zazębia się z pewnym wątkiem ze Srebrnej Łzy i jest niejako jego rozwinięciem i kontynuacją, stąd też nowa kategoria - Spin off.
______________________________________
Who can ever tell the color of a soul
And the memories we keep from long ago?
Do we ever really know each other's past?
You can't go back to before
But tomorrow will brings even more
Tkwił tam sam. Nie liczył innych kapłanów i kapłanek. Zwyczajnie się nie widywali. W świątyni spędzał cały czas. I tak od wieków. Pamiętał wszystko, co wydarzyło się na ziemi. Zmieniała się. Jednak Elision był cały czas niezmienny. Stały. Mógłby przysiąc, że nawet gdyby spotkała ją zagłada, Elision by trwał. Choć bez udziału snów i marzeń...
Każdy dzień wyglądał tak samo. Każdy był piękny, tak samo jak piękne były marzenia i sny. Oczywiście Były tu miejsca koszmarów i tajemnic. Jak w całym wszechświecie musiały się równoważyć. Były ogrody wspomnień - również jego. Nie chciał jednak tak chodzić. Jemu wystarczyło malowidło na suficie świątyni. Było ono ukryte pomiędzy innymi. Tylko jego wzrok mógł je odnaleźć. Różowowłosa dziewczynka i biały skrzydlaty jednorożec. Z każdym dniem tęsknił za nią coraz bardziej. Często wracał do wspomnień. Były jego jedyną radością. Zwłaszcza teraz, kiedy wiedział, że jej nigdy nie będzie. Teraz istniała tylko we wspomnieniach...
So when nothing's ever really carved in stone
Remember that your heart is holding on
And when every seconds melts up in the past
Don't be afraid it will end
Only fear that it never began
Doskonale pamiętał jej śmiech. Jej ciepło. Jej poważne pytania i determinację. Właśnie to sprawiło, że się w niej zakochał. Chyba mógł mieć nadzieję, że z wzajemnością. Była jego przyjaciółką i powierniczką. Pierwszą i jedyną, jaką do tej pory miał. Od czasu jego powrotu do Elisionu jej nie widział. I nie zobaczy. Należała do przeszłości. Niby wiedział, że jest tylko fałszywym wytworem przyszłości, stworzonym tylko po to, żeby Usagi miała o co walczyć, ale... Jakaś jego cząstka nie mogła i nie chciała się z tym pogodzić. Mimo, że od początku o tym wiedział, to nie był na to przygotowany. Nie w taki sposób... Zamknął oczy. Chyba jego jedynym wyjściem było życie ze wspomnieniami...
Z zadumy wyrwało go radosne rżenie Pegaza. No tak, ten zawsze z radością wita wszystkich. Jednak teraz było coś, co przykuło jego uwagę. Jakaś różowowłosa dziewczynka usiłowała go dosiąść. Pomyślał, że to niemożliwe. Przecież Chibiusa... Jednak kiedy podszedł bliżej zauważył różnice. Dziewczynka nie znała go. Miała zupełnie inny kolor oczu, ale coś w jej spojrzeniu... Uśmiechnął się. Astrid, bo tak się przedstawiła miała to samo spojrzenie. Odesłał ją z powrotem do domu. Wiedział jednak, że to spotkanie nie było przypadkowe. Nadzieja, której zdawałoby się, że nie miał odżyła. Ona jeszcze o tym nie wiedziała, ale on, Helios już to wiedział. Po raz kolejny dostał szansę. I teraz jej nie zmarnuje...
Like the tide's gonna turn you will know, when it's cold
You're on your own but you're never alone
Shine, shine like the stars in the sky
Wipe your dust off you love
Let it shine...
Opowiadanie zazębia się z pewnym wątkiem ze Srebrnej Łzy i jest niejako jego rozwinięciem i kontynuacją, stąd też nowa kategoria - Spin off.
______________________________________
Who can ever tell the color of a soul
And the memories we keep from long ago?
Do we ever really know each other's past?
You can't go back to before
But tomorrow will brings even more
Tkwił tam sam. Nie liczył innych kapłanów i kapłanek. Zwyczajnie się nie widywali. W świątyni spędzał cały czas. I tak od wieków. Pamiętał wszystko, co wydarzyło się na ziemi. Zmieniała się. Jednak Elision był cały czas niezmienny. Stały. Mógłby przysiąc, że nawet gdyby spotkała ją zagłada, Elision by trwał. Choć bez udziału snów i marzeń...
Każdy dzień wyglądał tak samo. Każdy był piękny, tak samo jak piękne były marzenia i sny. Oczywiście Były tu miejsca koszmarów i tajemnic. Jak w całym wszechświecie musiały się równoważyć. Były ogrody wspomnień - również jego. Nie chciał jednak tak chodzić. Jemu wystarczyło malowidło na suficie świątyni. Było ono ukryte pomiędzy innymi. Tylko jego wzrok mógł je odnaleźć. Różowowłosa dziewczynka i biały skrzydlaty jednorożec. Z każdym dniem tęsknił za nią coraz bardziej. Często wracał do wspomnień. Były jego jedyną radością. Zwłaszcza teraz, kiedy wiedział, że jej nigdy nie będzie. Teraz istniała tylko we wspomnieniach...
So when nothing's ever really carved in stone
Remember that your heart is holding on
And when every seconds melts up in the past
Don't be afraid it will end
Only fear that it never began
Doskonale pamiętał jej śmiech. Jej ciepło. Jej poważne pytania i determinację. Właśnie to sprawiło, że się w niej zakochał. Chyba mógł mieć nadzieję, że z wzajemnością. Była jego przyjaciółką i powierniczką. Pierwszą i jedyną, jaką do tej pory miał. Od czasu jego powrotu do Elisionu jej nie widział. I nie zobaczy. Należała do przeszłości. Niby wiedział, że jest tylko fałszywym wytworem przyszłości, stworzonym tylko po to, żeby Usagi miała o co walczyć, ale... Jakaś jego cząstka nie mogła i nie chciała się z tym pogodzić. Mimo, że od początku o tym wiedział, to nie był na to przygotowany. Nie w taki sposób... Zamknął oczy. Chyba jego jedynym wyjściem było życie ze wspomnieniami...
Z zadumy wyrwało go radosne rżenie Pegaza. No tak, ten zawsze z radością wita wszystkich. Jednak teraz było coś, co przykuło jego uwagę. Jakaś różowowłosa dziewczynka usiłowała go dosiąść. Pomyślał, że to niemożliwe. Przecież Chibiusa... Jednak kiedy podszedł bliżej zauważył różnice. Dziewczynka nie znała go. Miała zupełnie inny kolor oczu, ale coś w jej spojrzeniu... Uśmiechnął się. Astrid, bo tak się przedstawiła miała to samo spojrzenie. Odesłał ją z powrotem do domu. Wiedział jednak, że to spotkanie nie było przypadkowe. Nadzieja, której zdawałoby się, że nie miał odżyła. Ona jeszcze o tym nie wiedziała, ale on, Helios już to wiedział. Po raz kolejny dostał szansę. I teraz jej nie zmarnuje...
Like the tide's gonna turn you will know, when it's cold
You're on your own but you're never alone
Shine, shine like the stars in the sky
Wipe your dust off you love
Let it shine...
poniedziałek, 19 maja 2014
I need you back...
Inspirowane tym :)
Miłej lektury:)
__________________________________
This feeling inside
You're all that I have, I need you back
Do you hear me screaming?
Stay amazing lie...
Stała jak co rano przed lustrem. Niby ta sama, a jednak jakaś inna. Zastanawiała się, dlaczego. Miała przecież wszystko. Wszystko to, czego chciała. Jednak czuła się tak, jakby ktoś jej podciął skrzydła. Straciła całą radość życia. Wszystkie czynności robiła automatycznie. Ktoś, kto ją widział z boku mógłby powiedzieć, że jest szczęśliwa. Jednak ona tego szczęścia nie czuła. Czuła pustkę. I tęsknotę. Tak niewymierną tęsknotę za tym kimś, kogo miała już nigdy nie zobaczyć...
Często wracała do wspomnień z nim związanych. Były takie słodko - gorzkie. Dobre chwile przeplatały się ze złymi, jednak razem tworzyły całość, do której chciała teraz wrócić. Za wszelką cenę. Czasem zastanawiała się, czy to nie jest tylko wytwór jej wyobraźni, jednak gdzieś podświadomie czuła, że te przeżycia są prawdziwe. Może je tylko troszkę ubarwiała. Wiedziała, że praktycznie tylko one trzymają ją przy życiu. Bez nich nie istniała. Była pusta, pozbawiona jakichkolwiek uczuć. Nic innego jej nie interesowało. Jej wszystkie myśli krążyły wokół niego. Tylko niego. Wyobraźnia podsuwała różne scenariusze na przyszłość. Tą wspólną, bo innej sobie po prostu nie mogła wyobrazić. W myślach go wołała, choć on nie mógł jej usłyszeć...
Krążył w niebycie. Ciągle myślał, jaki błąd popełnił. Chciał być z nią, pokochał. W końcu ją pokochał. Fascynacja i pożądanie zmieniły się w miłość. Prawdziwą, głęboką i dojrzałą miłość. Niestety, przez kilka błędów, które popełnił nie dane mu było jej skosztować. Nie mógł nawet o nią zawalczyć. Teraz było już za późno na wszystko. Słyszał jej wołanie, rozpacz w głosie. Choć bardzo chciał, to nie mógł jej odpowiedzieć. Zbyt mocno ją kochał, żeby jej zrobić takie świństwo. Był egoistą, ale nie do tego stopnia. Wiedział, że dla nich nie ma żadnej przyszłości. Ona musi to zrozumieć. Jedynym sposobem był sen. Kiedyś zakradł się tam. Byli razem choć przez chwilkę. Te chwile szczęścia będą musiały im wystarczyć. Kiedy przyszedł moment rozstania powiedział, że musi żyć. Miłość, którą do niego czuje, nie umrze, przetrwa. Jednak on nie wróci. Ona zaś żyje. I tak musi pozostać. Wiedział, też, że zawsze będzie gdzieś obok i nigdy jej nie zostawi...
Mijał dzień za dniem. Już więcej się jej nie przyśnił. Zresztą wiedziała, że to nie nastąpi. Przecież się pożegnał. Jego nie było, ona musiała trwać. Wiedziała, że zawsze będzie kochać tylko jego. Teraz nauczyła się żyć chwilą, bo każda przybliżała ją do niego. Cały czas miała nadzieję, że kiedyś, gdzieś się jeszcze spotkają i los da im jeszcze jedną szansę...
Miłej lektury:)
__________________________________
This feeling inside
You're all that I have, I need you back
Do you hear me screaming?
Stay amazing lie...
Stała jak co rano przed lustrem. Niby ta sama, a jednak jakaś inna. Zastanawiała się, dlaczego. Miała przecież wszystko. Wszystko to, czego chciała. Jednak czuła się tak, jakby ktoś jej podciął skrzydła. Straciła całą radość życia. Wszystkie czynności robiła automatycznie. Ktoś, kto ją widział z boku mógłby powiedzieć, że jest szczęśliwa. Jednak ona tego szczęścia nie czuła. Czuła pustkę. I tęsknotę. Tak niewymierną tęsknotę za tym kimś, kogo miała już nigdy nie zobaczyć...
Często wracała do wspomnień z nim związanych. Były takie słodko - gorzkie. Dobre chwile przeplatały się ze złymi, jednak razem tworzyły całość, do której chciała teraz wrócić. Za wszelką cenę. Czasem zastanawiała się, czy to nie jest tylko wytwór jej wyobraźni, jednak gdzieś podświadomie czuła, że te przeżycia są prawdziwe. Może je tylko troszkę ubarwiała. Wiedziała, że praktycznie tylko one trzymają ją przy życiu. Bez nich nie istniała. Była pusta, pozbawiona jakichkolwiek uczuć. Nic innego jej nie interesowało. Jej wszystkie myśli krążyły wokół niego. Tylko niego. Wyobraźnia podsuwała różne scenariusze na przyszłość. Tą wspólną, bo innej sobie po prostu nie mogła wyobrazić. W myślach go wołała, choć on nie mógł jej usłyszeć...
Krążył w niebycie. Ciągle myślał, jaki błąd popełnił. Chciał być z nią, pokochał. W końcu ją pokochał. Fascynacja i pożądanie zmieniły się w miłość. Prawdziwą, głęboką i dojrzałą miłość. Niestety, przez kilka błędów, które popełnił nie dane mu było jej skosztować. Nie mógł nawet o nią zawalczyć. Teraz było już za późno na wszystko. Słyszał jej wołanie, rozpacz w głosie. Choć bardzo chciał, to nie mógł jej odpowiedzieć. Zbyt mocno ją kochał, żeby jej zrobić takie świństwo. Był egoistą, ale nie do tego stopnia. Wiedział, że dla nich nie ma żadnej przyszłości. Ona musi to zrozumieć. Jedynym sposobem był sen. Kiedyś zakradł się tam. Byli razem choć przez chwilkę. Te chwile szczęścia będą musiały im wystarczyć. Kiedy przyszedł moment rozstania powiedział, że musi żyć. Miłość, którą do niego czuje, nie umrze, przetrwa. Jednak on nie wróci. Ona zaś żyje. I tak musi pozostać. Wiedział, też, że zawsze będzie gdzieś obok i nigdy jej nie zostawi...
Mijał dzień za dniem. Już więcej się jej nie przyśnił. Zresztą wiedziała, że to nie nastąpi. Przecież się pożegnał. Jego nie było, ona musiała trwać. Wiedziała, że zawsze będzie kochać tylko jego. Teraz nauczyła się żyć chwilą, bo każda przybliżała ją do niego. Cały czas miała nadzieję, że kiedyś, gdzieś się jeszcze spotkają i los da im jeszcze jedną szansę...
środa, 30 kwietnia 2014
Interview with...
Kim jestem?
Jestem iskrą, małym światełkiem, które zjawia się wtedy, kiedy mnie potrzebujesz.
Skąd jestem?
Nie umiem tego określić. Może spomiędzy wymiarów, a może z głębi Twojej duszy...
Ile mam lat?
Odpowiedź na to pytanie może Cię zaskoczyć. Nie da się precyzyjnie określić mojego wieku. Faktem jest to, że zjawiłam się jeszcze zanim ten świat się ukształtował. Mój obecny kształt spowodowany jest kwestiami czysto praktycznymi. Łatwiej mi uwierzyć i zaufać.
Skąd się wzięłam?
Żeby to opisać muszę wrócić do początku. Najpierw była myśl, chęć stworzenia czegoś. Później pojawił się czyn i zapał. Nastało stworzenie. Jednak Twórca nie był z tego zadowolony. Było wiele niedociągnięć. Nie mógł jednak zacząć od nowa, ani nic zmieniać. Wtedy pojawiłam się ja i zrobiłam dokładnie to, co musiałam.
Czy moja obecna postać jest ostateczna?
Nie. Mogę przybierać różne formy. Czasem jestem bliską Ci osobą, a czasem po prostu cichym głosikiem w Twojej głowie. To jak mnie widzisz zależy wyłącznie od Ciebie.
Czy kiedykolwiek odejdę?
Możesz mi wierzyć, że tylko na Twoje wyraźne życzenie. Jednak zrobię to jako ostatnia. Mimo to nadal będę blisko. Nikt się mnie jeszcze na stałe nie pozbył, bo zostałam stworzona jako część Ciebie. Jeżeli nie istniejesz, ja również. Ale jeżeli istniejesz, gdzieś na dnie serca zawsze jestem ja.
Jaką mam właściwie moc?
Hmmm... Zastanówmy się. Daję Ci siłę do walki, ocieram łzy, sprawiam, że mimo wszystko ten szary świat ma barwy. Jestem Twoją siłą, tą niezłomną. Przywracam Ci wiarę w ludzi i nie tylko. Może zabrzmi to dziwnie, ale moją moc tworzysz właśnie Ty. Nikt inny. Tylko Ty.
Jakie jest moje imię?
Jakie sobie tylko wymyślisz. Mogę być po prostu Nadzieją, a mogę być równie dobrze Chibi Chibi. Decyzja odnośnie mojego imienia zależy wyłącznie od Ciebie.
Gdzie jestem teraz?
Przy Tobie. Nigdzie indziej. Dopóki bije Twoje serce jestem na jego dnie i czuwam, byś nigdy nie zwątpił w siebie. Wsłuchaj się w mój głos. Czasem jest cichutki, a czasem wręcz krzyczę.
Czy kiedykolwiek kogoś opuściłam?
Ot tak sobie? Nigdy. Nie odpuszczam aż do końca. Może i wyglądam czasem na aniołka, ale...
___________________________________________
Takie cóś mi nie dawało ostatnio spokoju. Może nie jest to klasyczne opowiadanie, ale... No i powrót do korzeni, czyli pisanie od obrazek ;)
Mam nadzieję, że się podoba :)
Jestem iskrą, małym światełkiem, które zjawia się wtedy, kiedy mnie potrzebujesz.
Skąd jestem?
Nie umiem tego określić. Może spomiędzy wymiarów, a może z głębi Twojej duszy...
Ile mam lat?
Odpowiedź na to pytanie może Cię zaskoczyć. Nie da się precyzyjnie określić mojego wieku. Faktem jest to, że zjawiłam się jeszcze zanim ten świat się ukształtował. Mój obecny kształt spowodowany jest kwestiami czysto praktycznymi. Łatwiej mi uwierzyć i zaufać.
Skąd się wzięłam?
Żeby to opisać muszę wrócić do początku. Najpierw była myśl, chęć stworzenia czegoś. Później pojawił się czyn i zapał. Nastało stworzenie. Jednak Twórca nie był z tego zadowolony. Było wiele niedociągnięć. Nie mógł jednak zacząć od nowa, ani nic zmieniać. Wtedy pojawiłam się ja i zrobiłam dokładnie to, co musiałam.
Czy moja obecna postać jest ostateczna?
Nie. Mogę przybierać różne formy. Czasem jestem bliską Ci osobą, a czasem po prostu cichym głosikiem w Twojej głowie. To jak mnie widzisz zależy wyłącznie od Ciebie.
Czy kiedykolwiek odejdę?
Możesz mi wierzyć, że tylko na Twoje wyraźne życzenie. Jednak zrobię to jako ostatnia. Mimo to nadal będę blisko. Nikt się mnie jeszcze na stałe nie pozbył, bo zostałam stworzona jako część Ciebie. Jeżeli nie istniejesz, ja również. Ale jeżeli istniejesz, gdzieś na dnie serca zawsze jestem ja.
Jaką mam właściwie moc?
Hmmm... Zastanówmy się. Daję Ci siłę do walki, ocieram łzy, sprawiam, że mimo wszystko ten szary świat ma barwy. Jestem Twoją siłą, tą niezłomną. Przywracam Ci wiarę w ludzi i nie tylko. Może zabrzmi to dziwnie, ale moją moc tworzysz właśnie Ty. Nikt inny. Tylko Ty.
Jakie jest moje imię?
Jakie sobie tylko wymyślisz. Mogę być po prostu Nadzieją, a mogę być równie dobrze Chibi Chibi. Decyzja odnośnie mojego imienia zależy wyłącznie od Ciebie.
Gdzie jestem teraz?
Przy Tobie. Nigdzie indziej. Dopóki bije Twoje serce jestem na jego dnie i czuwam, byś nigdy nie zwątpił w siebie. Wsłuchaj się w mój głos. Czasem jest cichutki, a czasem wręcz krzyczę.
Czy kiedykolwiek kogoś opuściłam?
Ot tak sobie? Nigdy. Nie odpuszczam aż do końca. Może i wyglądam czasem na aniołka, ale...
___________________________________________
Takie cóś mi nie dawało ostatnio spokoju. Może nie jest to klasyczne opowiadanie, ale... No i powrót do korzeni, czyli pisanie od obrazek ;)
Mam nadzieję, że się podoba :)
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
Undo
Muzyka tu (trochę Eurowizją zalatuje, ale co tam ;))
______________________________________________
Silent...
I can't wait here silent
Working up a storm inside my head
Nothing...
I just stood for nothing
So I fell for everything you said...
Wyjechała na kilka dni z miasta. Sama. Potrzebowała tego jak powietrza, zwłaszcza, że ono się zagęściło. Wrócił. Seyia wrócił i nie zamierzał z niej zrezygnować. Była w potrzasku. Sama nie wiedziała, co czuje. Z jednej strony Mamoru - człowiek, z którym łączyło ją niemal wszystko, a z drugiej Seyia, człowiek, który był, kiedy najbardziej potrzebowała wsparcia. Była zagubiona. Nie wiedziała, w którą stronę ma iść. Gdziekolwiek by się nie ruszyła, narażała się na cierpienie...
Siedziała nad brzegiem morza. Chciała coś zrobić, myśli krążące po jej głowie były nie do zniesienia. Ciągle miała przed oczami chwile szczęścia u boku Mamoru, ciągle miała wrażenie, że kiedy odwróci głowę nadbiegnie Chibiusa. Przy Seyi z kolei mogła być w pełni sobą - szaloną nastolatką, która uwielbia się wygłupiać i obżerać słodyczami. Udowodnił też, że zawsze może na niego liczyć. Nie wiedziała tylko czy to, co do niego czuje można nazwać miłością. Czy to uczucie przetrwa...
Oni sami jej tego nie ułatwiali. Jak nie jeden, to drugi chcieli znać jej decyzję. Ona sama z kolei nie potrafiła jej podjąć...
Trouble...
Baby I'm in trouble
Everytime I look into yours eyes
Save me...
Oh I'm gonna save me
Far away from all the crazy lies...
Noc nie przynosiła jej ukojenia. Sny przeplatały się ze sobą. Miała jeszcze większy mętlik w głowie. Niby wiedziała, że wydarzenia, w których był Seyia nie mogły wydarzyć się z Mamoru, ale jednak... Sama już nie wiedziała, kto jet ucieleśnieniem jej wymarzonego partnera. Z jednej strony ten opanowany mężczyzna, opoka, ten, który stał u jej boku od wieków, a z drugiej chłopak, który wdarł się niczym sztorm do jej umysłu i serca. Przyjaciel, który chciał być kimś więcej...
Wiedziała, że swoją decyzją któregoś zrani, być może zmieni przyszłość... Nie wiedziała, czy jest gotowa na taki krok. Bała się ewentualnych konsekwencji swojego wyboru. Mamoru nic jej nie obiecywał. Po prostu był. Seyia zaś... To już nie był ten sam chłopak, którego poznała w szkole. Ona zresztą też nie była tą samą Usagi. Teraz, po kilku latach dojrzała. Jednak jakaś mała cząstka tej dawnej Usy wyrywała się ku niemu. Zupełnie, jakby chciała zostawić to wszystko, co miała i ruszyć "na żywioł"...
Silent...
I can't wait here silent
Gotta make a change
And make some noise
Hear the rumble
Hear my voice...
Podjęła decyzję. Wreszcie się uporała z dręczącymi ją rozterkami. Teraz pozostawało tylko przekazać to zainteresowanym...
Umówiła się z nimi w parku. Uznała, że tam będzie mogła im to na spokojnie wyjaśnić. Kiedy jednak spoglądała im w oczy zaczęła myśleć o ucieczce. Cała odwaga ją nagle opuściła. Postanowiła jednak obserwować ich reakcje. Były one tak różne od siebie... Seyia przyglądał się jej niecierpliwie i z jakimś pewnym siebie uśmieszkiem na ustach. Mamoru z kolei z troską i miłością w oczach spokojnie ruszył w jej kierunku. Jak zahipnotyzowana ruszyła mu naprzeciw. Widziała reakcję Seyi. Widziała to niedowierzanie w jego oczach. Teraz wiedziała, że to nigdy nie była miłość. Zauroczenie owszem, ale nie miłość. W końcu odszedł, a ona znalazła się w ramionach Mamoru. Było jej bardzo smutno. Jednak wystarczyło tylko, że popatrzyła w jego oczy... Już wiedziała...
Undo my sad
Undo what hurts so bad
Undo my pain
Gonna get out, through the rain
I know that I am over you
At last I know what I should do
Undo my sad...
______________________________________________
Silent...
I can't wait here silent
Working up a storm inside my head
Nothing...
I just stood for nothing
So I fell for everything you said...
Wyjechała na kilka dni z miasta. Sama. Potrzebowała tego jak powietrza, zwłaszcza, że ono się zagęściło. Wrócił. Seyia wrócił i nie zamierzał z niej zrezygnować. Była w potrzasku. Sama nie wiedziała, co czuje. Z jednej strony Mamoru - człowiek, z którym łączyło ją niemal wszystko, a z drugiej Seyia, człowiek, który był, kiedy najbardziej potrzebowała wsparcia. Była zagubiona. Nie wiedziała, w którą stronę ma iść. Gdziekolwiek by się nie ruszyła, narażała się na cierpienie...
Siedziała nad brzegiem morza. Chciała coś zrobić, myśli krążące po jej głowie były nie do zniesienia. Ciągle miała przed oczami chwile szczęścia u boku Mamoru, ciągle miała wrażenie, że kiedy odwróci głowę nadbiegnie Chibiusa. Przy Seyi z kolei mogła być w pełni sobą - szaloną nastolatką, która uwielbia się wygłupiać i obżerać słodyczami. Udowodnił też, że zawsze może na niego liczyć. Nie wiedziała tylko czy to, co do niego czuje można nazwać miłością. Czy to uczucie przetrwa...
Oni sami jej tego nie ułatwiali. Jak nie jeden, to drugi chcieli znać jej decyzję. Ona sama z kolei nie potrafiła jej podjąć...
Trouble...
Baby I'm in trouble
Everytime I look into yours eyes
Save me...
Oh I'm gonna save me
Far away from all the crazy lies...
Noc nie przynosiła jej ukojenia. Sny przeplatały się ze sobą. Miała jeszcze większy mętlik w głowie. Niby wiedziała, że wydarzenia, w których był Seyia nie mogły wydarzyć się z Mamoru, ale jednak... Sama już nie wiedziała, kto jet ucieleśnieniem jej wymarzonego partnera. Z jednej strony ten opanowany mężczyzna, opoka, ten, który stał u jej boku od wieków, a z drugiej chłopak, który wdarł się niczym sztorm do jej umysłu i serca. Przyjaciel, który chciał być kimś więcej...
Wiedziała, że swoją decyzją któregoś zrani, być może zmieni przyszłość... Nie wiedziała, czy jest gotowa na taki krok. Bała się ewentualnych konsekwencji swojego wyboru. Mamoru nic jej nie obiecywał. Po prostu był. Seyia zaś... To już nie był ten sam chłopak, którego poznała w szkole. Ona zresztą też nie była tą samą Usagi. Teraz, po kilku latach dojrzała. Jednak jakaś mała cząstka tej dawnej Usy wyrywała się ku niemu. Zupełnie, jakby chciała zostawić to wszystko, co miała i ruszyć "na żywioł"...
Silent...
I can't wait here silent
Gotta make a change
And make some noise
Hear the rumble
Hear my voice...
Podjęła decyzję. Wreszcie się uporała z dręczącymi ją rozterkami. Teraz pozostawało tylko przekazać to zainteresowanym...
Umówiła się z nimi w parku. Uznała, że tam będzie mogła im to na spokojnie wyjaśnić. Kiedy jednak spoglądała im w oczy zaczęła myśleć o ucieczce. Cała odwaga ją nagle opuściła. Postanowiła jednak obserwować ich reakcje. Były one tak różne od siebie... Seyia przyglądał się jej niecierpliwie i z jakimś pewnym siebie uśmieszkiem na ustach. Mamoru z kolei z troską i miłością w oczach spokojnie ruszył w jej kierunku. Jak zahipnotyzowana ruszyła mu naprzeciw. Widziała reakcję Seyi. Widziała to niedowierzanie w jego oczach. Teraz wiedziała, że to nigdy nie była miłość. Zauroczenie owszem, ale nie miłość. W końcu odszedł, a ona znalazła się w ramionach Mamoru. Było jej bardzo smutno. Jednak wystarczyło tylko, że popatrzyła w jego oczy... Już wiedziała...
Undo my sad
Undo what hurts so bad
Undo my pain
Gonna get out, through the rain
I know that I am over you
At last I know what I should do
Undo my sad...
niedziela, 13 kwietnia 2014
You'll be flying
Muzyka tu.
PS. Van, mam nadzieję, że długość i treść tym razem Cię nie zawiedzie ;)
_________________________________________________
Sometimes I feel torn inside
Far away from life and light
And there is a voice in my soul
Just believe in the truth it will let you see
The bridges of eternity...
Kim była? Mogła śmiało powiedzieć, że nie wie. Świat ją znał jako Księżniczkę Serenity, Usagi Tsukino, Sailor Moon czy też Neo Queen Serenity. Ona sama natomiast była na tyle wewnętrznie rozdarta, że nie wiedziała o sobie nic. Czasem się zastanawiała, czy nie zacząć wszystkiego od nowa, jednak nie potrafiła się na to zdobyć. Czasem potrzebowała kogoś, kto potrafił pogodzić jej wszystkie tożsamości. Ona sama pomimo upływu lat nie potrafiła tego zrobić. Zawsze kiedy próbowała zagłębić się w siebie, pojawiał się ktoś lub coś, co jej przeszkadzało. Wreszcie po kilku próbach udało się jej wyjechać. Była sama choć przez kilka godzin. Stanęła jakby obok siebie. Teraz, widziała się z boku, spróbowała określić tą osobę, którą widzi. Siedziała przed nią zatroskana młoda kobieta. Widać było, że coś ją gnębi, nie odczuwa radości z niczego. Przygniata ją ciężar obowiązków. Czuje, że ludzie, którzy ją stale otaczają, tylko pozornie są mili. Tak naprawdę byli obojętni. Mogłaby się rozpłynąć w powietrzu, a tak naprawdę nikt by się nią nie zainteresował. I chyba najbardziej ta obojętność ją raniła. W jej wnętrzu szalała burza, słońce już dawno przestało przebijać się przez chmury. Właśnie taka się stała. Chciała wrócić do tej, którą była kiedyś, do wesołej dziewczyny, którą martwiły jedynie spóźnienia do szkoły i złe oceny. Wiedziała jednak, że to niemożliwe. Po policzkach popłynęły łzy. Mijały godziny, a nikt się nawet nią nie zainteresował. Czuła się jak lalka, którą można w każdej chwili zastąpić czymś innym. W pewnym momencie przez amęt w jej głowie przedarły się ciche słowa:
- Serenity.
Odwróciła głowę i zobaczyła zatroskane spojrzenia Endymiona i wszystkich wojowniczek.
- Ja... Ja tylko... - wyjąkała, kiedy zobaczyła ich nieśmiałe uśmiechy. Po chwili utonęła w ich przyjaznych objęciach.
- Brakowało mi tego - wyszeptała ocierając łzy. - Brakowało mi was...
Nikt jej nie odpowiedział. Nie musiał. Teraz wiedziała, że są ludzie, którym na niej zależy. Byłą Serenity, ale dla nich na zawsze będzie tą roztrzepaną Usagi. Teraz już wiedziała, jak ma to pogodzić. Odnalazła w nich siebie.
Sometimes when the rain pours down
Holds you captured on the ground
And it seems your wings just won't dry
Times they are changing
The wind blows the clouds of tears away
As you rise to the sky...
Miała wrażenia, że to tylko straszny sen. Tu było tak inaczej niż w miejscu, gdzie się wychowała. Od razu rozpoznała mamę, choć była dużo młodsza. Tata zresztą też. Problem polegał na tym, że jej nie rozpoznawali. Czy naprawdę aż tak się od nich różniła? Chciało jej się płakać. Chciała wrócić do domu, jednak wiedziała, że nie może. Dopóki nie wypełni swojej misji, musi pozostać tu. Nie miała żadnej mocy, nie mogła się bronić. Była tak przestraszona, że... Bała się, że zrobi coś głupiego. Nie myliła się. Usagi, czyli jej mama już jej nienawidziła. Mamoru zaś był bardzo nieufny. Została jej tylko Luna P. Nie mogła już powstrzymać łez. Pobiegła przed siebie... Czuła się niepotrzebna, a jednocześnie miała świadomość, że tylko ona może uratować mamę. Nie miała wyboru. Musiała zbliżyć się do niej za wszelką cenę. Na tyle ile się dało. Jej rodzina bez problemu uwierzyła w jej bajeczkę o dalekiej kuzynce. Jedynie Usagi nie dała się na to złapać. Dalej jej nie ufała. W dzień starała się jakoś trzymać i uśmiechać, mimo, że targały nią sprzeczne uczucia. Do tego ciągle atakował ją wróg. Nie do końca wiedziała, kim on jest, ani czego od niej chce. To wszystko sprawiało, że każdej nocy jej poduszka była mokra od łez, a w snach gościły koszmary. W końcu jednak udowodniła, że zasługuje na zaufanie. Zobaczyła wtedy na twarzy Usagi uśmiech,skierowany do niej. Tylko do niej. Tak samo uśmiechała się zawsze mama. Kiedy w końcu udało się jej przekonać do siebie resztę dziewcząt, wiedziała już, że nie jest sama. Ciepłe objęcia Usagi podczas snu, sprawiły, że jej koszmary raz na zawsze się rozwiały, a łzy wyschły. Nareszcie czuła się akceptowana i kochana.
There is more in life
Than your dreams have ever known
And our hidden fantasy
Is the universe we own
Patrzyła na świat swoimi błękitnymi oczyma. Może była nieduża, za to wiele mogła. Sama do końca nie wiedziała, jak ona jest duża. Jako dziecko, którym jest teraz, bardziej może się do niej zbliżyć. Może dać jej moc, która jest dla niej przeznaczona. Jednak musiała się pilnować. Jeden nierozważny ruch, jedno słówko wypowiedziane nieopatrznie i wszystko runie. Odpowiedzialność była zbyt wielka jak na nią. Bała się również tego, jak zostanie przez nią przyjęta. Znała historię z Chibiusą. W końcu ładnych parę wieków już żyje na tym świecie i niejedno widziała. Jeżeli zaś chodzi o przeżycia... Cóż, tu nie była ekspertem. Bo i też nie miała żadnych. Czasem musiała odegnać jakiegoś wroga, czy też przypilnować prawidłowego rozwoju jakiejś planety w którejś galaktyce. Teraz miała doświadczyć zupełnie czegoś innego. Wiele razy zastanawiała się, jak to jest cieszyć się, czy też odczuwać smutek. Była częścią duszy Galaxii, ale w zasadzie nic poza tym. Nic nie wiedziała o strachu i cierpieniu. Teraz musiała się wszystkiego nauczyć. Jednak było to trudniejsze niż mogła sobie to wyobrazić. Musiała zdobyć zaufanie Usagi, musiała dać jej siłę do walki i nadzieję w wygraną. tylko jak miała to zrobić? O ileż łatwiejsze byłoby to, gdyby miała do dyspozycji inne środki i inny wygląd. W pewnym momencie miała ochotę się poddać, jednak nie umiała zrezygnować z ciepłych objęć Usagi i jej cichych słów szeptanych wprost do ucha. Odczuwała zarówno jej samotność jak i jej tęsknotę. Wiedziała za kim. Właśnie to sprawiło, że mimo wszystko chciała dać jej tego namiastkę tuż przed najważniejszą bitwą. Podobno to uczucie nazywało się empatią. Chciała, żeby Usagi walczyła do końca, myślała, że zabicie Galaxii spowoduje również śmierć chaosu. Teraz wiedziała, jak bardzo się myliła. Nie doceniła jej. Nadzieja, którą jej dała, podobnie jak jej wiara i miłość ocaliły świat i ją również. Jej wyobrażenia o uczuciach były niczym w zderzeniu z rzeczywistością. Wiedziała, że jeszcze dużo musi się o nich nauczyć, ale już nie jako Chibi Chibi. Nie była również Galaxią. Dostała swoją szansę i nie zamierzała jej zmarnować.
You'll be flying
On the wings of confidence
Just stop crying
And the future will make sense
Start emerging from your chrysalis
Find the kind of freedom that you miss
Like a butterfly...
PS. Van, mam nadzieję, że długość i treść tym razem Cię nie zawiedzie ;)
_________________________________________________
Sometimes I feel torn inside
Far away from life and light
And there is a voice in my soul
Just believe in the truth it will let you see
The bridges of eternity...
Kim była? Mogła śmiało powiedzieć, że nie wie. Świat ją znał jako Księżniczkę Serenity, Usagi Tsukino, Sailor Moon czy też Neo Queen Serenity. Ona sama natomiast była na tyle wewnętrznie rozdarta, że nie wiedziała o sobie nic. Czasem się zastanawiała, czy nie zacząć wszystkiego od nowa, jednak nie potrafiła się na to zdobyć. Czasem potrzebowała kogoś, kto potrafił pogodzić jej wszystkie tożsamości. Ona sama pomimo upływu lat nie potrafiła tego zrobić. Zawsze kiedy próbowała zagłębić się w siebie, pojawiał się ktoś lub coś, co jej przeszkadzało. Wreszcie po kilku próbach udało się jej wyjechać. Była sama choć przez kilka godzin. Stanęła jakby obok siebie. Teraz, widziała się z boku, spróbowała określić tą osobę, którą widzi. Siedziała przed nią zatroskana młoda kobieta. Widać było, że coś ją gnębi, nie odczuwa radości z niczego. Przygniata ją ciężar obowiązków. Czuje, że ludzie, którzy ją stale otaczają, tylko pozornie są mili. Tak naprawdę byli obojętni. Mogłaby się rozpłynąć w powietrzu, a tak naprawdę nikt by się nią nie zainteresował. I chyba najbardziej ta obojętność ją raniła. W jej wnętrzu szalała burza, słońce już dawno przestało przebijać się przez chmury. Właśnie taka się stała. Chciała wrócić do tej, którą była kiedyś, do wesołej dziewczyny, którą martwiły jedynie spóźnienia do szkoły i złe oceny. Wiedziała jednak, że to niemożliwe. Po policzkach popłynęły łzy. Mijały godziny, a nikt się nawet nią nie zainteresował. Czuła się jak lalka, którą można w każdej chwili zastąpić czymś innym. W pewnym momencie przez amęt w jej głowie przedarły się ciche słowa:
- Serenity.
Odwróciła głowę i zobaczyła zatroskane spojrzenia Endymiona i wszystkich wojowniczek.
- Ja... Ja tylko... - wyjąkała, kiedy zobaczyła ich nieśmiałe uśmiechy. Po chwili utonęła w ich przyjaznych objęciach.
- Brakowało mi tego - wyszeptała ocierając łzy. - Brakowało mi was...
Nikt jej nie odpowiedział. Nie musiał. Teraz wiedziała, że są ludzie, którym na niej zależy. Byłą Serenity, ale dla nich na zawsze będzie tą roztrzepaną Usagi. Teraz już wiedziała, jak ma to pogodzić. Odnalazła w nich siebie.
Sometimes when the rain pours down
Holds you captured on the ground
And it seems your wings just won't dry
Times they are changing
The wind blows the clouds of tears away
As you rise to the sky...
Miała wrażenia, że to tylko straszny sen. Tu było tak inaczej niż w miejscu, gdzie się wychowała. Od razu rozpoznała mamę, choć była dużo młodsza. Tata zresztą też. Problem polegał na tym, że jej nie rozpoznawali. Czy naprawdę aż tak się od nich różniła? Chciało jej się płakać. Chciała wrócić do domu, jednak wiedziała, że nie może. Dopóki nie wypełni swojej misji, musi pozostać tu. Nie miała żadnej mocy, nie mogła się bronić. Była tak przestraszona, że... Bała się, że zrobi coś głupiego. Nie myliła się. Usagi, czyli jej mama już jej nienawidziła. Mamoru zaś był bardzo nieufny. Została jej tylko Luna P. Nie mogła już powstrzymać łez. Pobiegła przed siebie... Czuła się niepotrzebna, a jednocześnie miała świadomość, że tylko ona może uratować mamę. Nie miała wyboru. Musiała zbliżyć się do niej za wszelką cenę. Na tyle ile się dało. Jej rodzina bez problemu uwierzyła w jej bajeczkę o dalekiej kuzynce. Jedynie Usagi nie dała się na to złapać. Dalej jej nie ufała. W dzień starała się jakoś trzymać i uśmiechać, mimo, że targały nią sprzeczne uczucia. Do tego ciągle atakował ją wróg. Nie do końca wiedziała, kim on jest, ani czego od niej chce. To wszystko sprawiało, że każdej nocy jej poduszka była mokra od łez, a w snach gościły koszmary. W końcu jednak udowodniła, że zasługuje na zaufanie. Zobaczyła wtedy na twarzy Usagi uśmiech,skierowany do niej. Tylko do niej. Tak samo uśmiechała się zawsze mama. Kiedy w końcu udało się jej przekonać do siebie resztę dziewcząt, wiedziała już, że nie jest sama. Ciepłe objęcia Usagi podczas snu, sprawiły, że jej koszmary raz na zawsze się rozwiały, a łzy wyschły. Nareszcie czuła się akceptowana i kochana.
There is more in life
Than your dreams have ever known
And our hidden fantasy
Is the universe we own
Patrzyła na świat swoimi błękitnymi oczyma. Może była nieduża, za to wiele mogła. Sama do końca nie wiedziała, jak ona jest duża. Jako dziecko, którym jest teraz, bardziej może się do niej zbliżyć. Może dać jej moc, która jest dla niej przeznaczona. Jednak musiała się pilnować. Jeden nierozważny ruch, jedno słówko wypowiedziane nieopatrznie i wszystko runie. Odpowiedzialność była zbyt wielka jak na nią. Bała się również tego, jak zostanie przez nią przyjęta. Znała historię z Chibiusą. W końcu ładnych parę wieków już żyje na tym świecie i niejedno widziała. Jeżeli zaś chodzi o przeżycia... Cóż, tu nie była ekspertem. Bo i też nie miała żadnych. Czasem musiała odegnać jakiegoś wroga, czy też przypilnować prawidłowego rozwoju jakiejś planety w którejś galaktyce. Teraz miała doświadczyć zupełnie czegoś innego. Wiele razy zastanawiała się, jak to jest cieszyć się, czy też odczuwać smutek. Była częścią duszy Galaxii, ale w zasadzie nic poza tym. Nic nie wiedziała o strachu i cierpieniu. Teraz musiała się wszystkiego nauczyć. Jednak było to trudniejsze niż mogła sobie to wyobrazić. Musiała zdobyć zaufanie Usagi, musiała dać jej siłę do walki i nadzieję w wygraną. tylko jak miała to zrobić? O ileż łatwiejsze byłoby to, gdyby miała do dyspozycji inne środki i inny wygląd. W pewnym momencie miała ochotę się poddać, jednak nie umiała zrezygnować z ciepłych objęć Usagi i jej cichych słów szeptanych wprost do ucha. Odczuwała zarówno jej samotność jak i jej tęsknotę. Wiedziała za kim. Właśnie to sprawiło, że mimo wszystko chciała dać jej tego namiastkę tuż przed najważniejszą bitwą. Podobno to uczucie nazywało się empatią. Chciała, żeby Usagi walczyła do końca, myślała, że zabicie Galaxii spowoduje również śmierć chaosu. Teraz wiedziała, jak bardzo się myliła. Nie doceniła jej. Nadzieja, którą jej dała, podobnie jak jej wiara i miłość ocaliły świat i ją również. Jej wyobrażenia o uczuciach były niczym w zderzeniu z rzeczywistością. Wiedziała, że jeszcze dużo musi się o nich nauczyć, ale już nie jako Chibi Chibi. Nie była również Galaxią. Dostała swoją szansę i nie zamierzała jej zmarnować.
You'll be flying
On the wings of confidence
Just stop crying
And the future will make sense
Start emerging from your chrysalis
Find the kind of freedom that you miss
Like a butterfly...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















